Zastanawialiśmy się nad odpowiedzią i zdajemy sobie sprawę, że pytanie zakłada, iż antysemityzm daje się zmierzyć w jakiś odpowiedzialny sposób, czyli że jest wymierny. Jest to niemożliwe bez kompleksowych badań socjologicznych, w dodatku porównawczych, a takich badań się nie prowadzi na skalę, która pozwalałaby na odpowiednio udokumentowane wnioski.
Antysemityzm jest zazwyczaj mierzony przede wszystkim incydentami antysemickimi (zajmują się tym różne organizacje np. Europejskie Centrum ds. Badań Rasizmu i Ksenofobii), a takie statystyki nie docierają do sedna problemu antysemityzmu w Polsce, który nie jest antysemityzmem agresji wobec konkretnych Żydów, ale antysemityzmem "ideologicznym".
Antysemityzm przypisywany jest w Europie przede wszystkim dwóm grupom społecznym: młodzieży o poglądach nazistowskich (skinheadzi) i młodzieży muzułmańskiej - emigrantom z krajów arabskich. Ta druga grupa jest w Polsce abstrakcją, pierwsza jest relatywnie marginalna. Stosunkowo nowym zjawiskiem w Europie jest antysemityzm propagowany przez radykalne organizacje lewicowe - w Polsce zjawisko to nie ma szerszej bazy.
Jednak antysemityzm istnieje - zakorzeniony w polskiej (podobnie jak np. w ukraińskiej) kulturze, jako wytwór historyczny.
Z jednej strony jako efekt wielowiekowego stosunku chrześcijaństwa do Żydów (klasyczne zarzuty o "bogobójstwo", doktryna św. Augustyna o programowym i stałym "poniżeniu Żydów", które miało potwierdzać ich utratę "wybrania" itd) - i to jest zdecydowanie spuścizna ogólnoeuropejska, a nie specyficznie polska.
Z drugiej strony, jako rezultat historii polsko-żydowskiej, wspólnej i wyjątkowo intensywnej od 800 lat - począwszy od pozycji, jaką utrzymywali Żydzi w I Rzeczypospolitej (status permanentnego "obcego", który spełniał często niebezpiecznie eksponowaną funkcję pośrednika pomiędzy dworem, a wsią), poprzez współzawodnictwo ekonomiczne, wykorzystywane propagandowo przez nurty nacjonalistyczno-populistyczne (endecja) i przybierające formę agresji, aż do głębokiego psychicznego efektu biernego udziału w procesie dehumanizacji Żydów w okresie Holokaustu i wreszcie odwoływania się do elementów tradycji antysemityzmu w walce z komunizmem (propagandowe wykorzystywanie pojęcia "żydokomuny").
Efektem tych i wielu innych czynników jest zakorzenienie się w polskiej "podświadomości kulturowej" silnej niechęci do abstrakcyjnego wizerunku Żyda, wytworzonego przez stulecia. Dlatego trafna jest popularna obserwacja, że antysemityzm może się współcześnie obejść w Polsce bez autentycznych Żydów. Antysemityzm stał się bowiem wrogością wobec abstrakcji - wobec Żyda jako symbolu cech przypisywanych tradycyjnie Żydom przez antysemitów. A to oznacza, że ktokolwiek, kogo o takie cechy się oskarży, może zostać natychmiastowo i skutecznie zdemonizowany, poprzez nazwanie go Żydem, poprzez jego "zdemaskowanie" - bez konieczności podejmowania jakiejkolwiek polemiki z jego poglądami i postawą. I to zjawisko funkcjonuje na wielu płaszczyznach: od areny politycznej do stadionów piłkarskich.
Antysemityzm, o którym mówimy, nie próbuje na liczącą się skalę obronić swojego istnienia żadnymi racjonalnymi argumentami. Jest bowiem przede wszystkim pozaintelektualnym wytrychem; odwołuje się do złych, podłych emocji, zwalniając z konieczności jakiegokolwiek racjonalnego myślenia. Jest obecny, bo jest wygodnym pójściem na skrajną myślową łatwiznę. W takiej wersji, pozostaje w Polsce narzędziem w znacznym stopniu pozawerbalnego kulturowego języka. Jest porozumiewaniem się przy pomocy bezpośredniego odwoływania się do zbiorowej podświadomości, które obywa się prawie bez słów, a częściej przy pomocy porozumiewawczych mrugnięć. Nierzadko przybiera ono formy zaszyfrowujące swój przekaz w języku ciała, w ironicznym lub sarkastycznym tonie głosu, w dwuznacznym przewracaniu oczami - w tym, co tradycja judaizmu określa mianem awak laszon hara ("kurzem złego języka").
Będąc takim, antysemityzm zatruwa ludzkie dusze i umysły, czyniąc - poprzez szczególny rodzaj samoponiżenia etycznego - o wiele więcej krzywdy tym, którzy świadomie, czy podświadomie godzą się na jego stosowanie, niż nielicznym Żydom, którzy w Polsce czują się przecież bezpieczniej - w sensie fizycznym i statystycznie - niż we Francji, Belgii lub Holandii.
2006


