nasza godula
Niedziela, 5 Luty 2012
 

Z ostatnich dni




MŁODZI IZRAELCZYCY Z WIZYTĄ W ŁODZI

List z Polski

Przed dwoma tygodniami otrzymaliśmy list od Karoliny z Łodzi, w którym prosiła o radę, jak wyjaśnić młodym Izraelczykom, którzy w początku marca mieli być goszczeni przez jej klasę, obecność antysemickich napisów na murach łódzkich domów (kliknij: Napisy na murach).

Dziś, 8 marca, nadszedł e-mail od Karoliny, opisujący dwudniową wizytę i spotkanie młodzieży polskiej i izraelskiej:

 

 

Witam!!

No więc dziś pożegnaliśmy naszych nowych znajomych.... Muszę przyznać, że byłam przerażona, jak będzie przebiegała ich wizyta w Łodzi i Polsce....Ale obawy były całkowicie bezpodstawne!!

Poznałam wczoraj masę cudownych osób!

Ale zacznijmy od początku...!

7 marca zebraliśmy się w szkole około 10.30, jednak okazało się, że był jakiś poślizg na lotnisku i spóźnią się....czekaliśmy na nich do 13, aż w końcu przyjechali z Warszawy swoim autobusem!

Zebraliśmy się w sali gimnastycznej, która wcześniej zostala już do tego przygotowana (dekoracje, plakaty o Łodzi i Polsce, tradycyjne polskie potrawy itp). Każdy miał za zadanie odnaleźć w tłumie osobę, która została wcześniej każdemu przydzielona i oprowadzić ją po szkole oraz  nawiązać z nimi kontakt. Porozumiewaliśmy się po angielsku. Jedni mówili lepiej, inni gorzej, ale w sumie dobrze się rozumieliśmy:)

Po krótkim przemowieniu naszej pani dyrektor, opiekuna Izraelczykow i Chaima Kozienickiego (jeden z tych, którzy przeżyli łódzkie getto), wykonaliśmy to, co nam kazano .... wycieczka po szkole,oglądanie plakatow i spożywanie koszernych kanapek:)

Czas nas gonił, więc szybko poszliśmy do swoich autokarów. Niestety ochrona nie pozwolila nam się wymieszać z Izraelczykami, ponieważ obawiała się zamachu lub nieporozumień:(

Najpierw pojechaliśmy do Parku Ocalałych, gdzie znajdują się posadzone drzewka, które symbolizują każdego, kto przeżył łódzkie getto...i  - niespodzianka: pan Chaim otrzymał swoją własną jodełkę nr 386 oraz certyfikat od prezydenta miasta. Następnie pojechaliśmy na Cmentarz Żydowski (na którym spoczywają miedzy innymi ś.p. rodzice Juliana Tuwima), zwiedziliśmy go, oraz nasi goście odmówili modlitwę, a nasze poczynania rejestrowała telewizja regionalna TVP3.

Kolejnym przystankiem była wizyta w miejscu, gdzie znajdował się kiedyś obóz dziecięcy, a dla upamiętnienia tego stoi tam teraz pomnik Złamanego Serca i znajduje się tablica pamiątkowa. Wysłuchaliśmy tam opowieści naszego przewodnika na temat obozów, getta oraz jutrzejszego dnia - czyli wizyty w muzeum Obozu Zagłady w Chełmnie.

Robiło się późno, a ochrona stawała się już nerwowa, więc nasi nowi przyjaciele pojechali do Hotelu Grand, który znajduje się przy ulicy Piotrkowskiej, a my nie mogliśmy nie zwiedzić jedynej w Łodzi synagogi, która ocalala po Drugiej Wojnie Światowej przez przypadek i dzięki Niemcowi! Ale nie będę przytaczała tej historii, bo jest dość długa:) Pojechaliśmy więc tam, a nasz przewodnik opowiedział nam, co powinno wchodzić w skład synagogi, oraz jakie panują w niej zwyczaje ... Była już prawie godzina 19.00!! Ruszyliśmy do hotelu, by wreszcie bliżej się poznać i zintegrować.

Tam zjedliśmy obiado-kolację, uczyliśmy się naszych językow wzajemnie, bawiliśmy się w stylu żydowskim, uczyliśmy się "Lokomotywy" po hebrajsku i po polsku....
Jednym słowem...BYŁO CUDOWNIE!!

Wszyscy bardzo dobrze bawili się razem ...

Robiliśmy sobie wszyscy zdjęcia, rozmawialiśmy i wygłupialiśmy się.... Opiekunowie młodych Izraelczykow byli w kompletnym SZOKU, ponieważ sadzili, że to będzie kolejne sztywne spotkanie, ograniczające się do pokazania kilku tablic pamiątkowych.

Ich opiekun stwierdził, że to jest ogromny postęp w budowie stosunkow polsko-izraelskich ... Ja również tak uważam....!!

Poznałam cudownych ludzi, z którymi za nic nie chciałam się rozstać! Oni wręczyli nam koszulki, a my im - plany Łodzi i figurki kominiarzy z grosikiem na szczęście....Było około 23.00! Trzeba wracaćc do domów i wyspać się przed jutrzejszym dniem!! Pożegnaliśmy się i obiecaliśmy, że jeszcze porozmawiamy następnego dnia...


* * *

Rano, 8 marca. Godzina 6.50. Wszyscy kompletnie zaspani i niewyspani zebrali się pod szkołą....jedna osoba nie zdążyła się wyszykować, więc pojechaliśmy do Chełmna bez niej!

Najpierw jednak musieliśmy znaleźć się w miejscu spotkania z Izraelczykami. Czekaliśmy na nich kilka minut, aż dojadą. Chłopcy z naszej klasy musieli jednak poprosić ochronę, by ci zezwolili na wejście do ich autokaru, ponieważ chcieli wręczyć dziewczynom kwiaty z okazji Dnia Kobiet! Na szczęście pozwolili im .... Po krótkim wyjaśnieniu i rozdaniu goździkow mogliśmy ruszyć....

Do Chełmna jechaliśmy jakieś 1,5 godziny, bez żadnych komplikacji.... Gdy dotarliśmy na miejsce, nie było jednak czasu na to, by porozmawiać...;( Miejscowa pani przewodnik oprowadziła nas po resztkach obozu i wystawie. Należy wspomnieć, że bardzo dobrze jej się słuchało, ponieważ nie cytowała książek, ani przewodników, bo sama uczestniczyła w wykopaliskach szczątkow i pozostałościach po zamordowanych tam Żydach...

Następnie pojechaliśmy do miejsca, którego nazwy nie pamiętam niestety, na pograniczu lasku i polany. Znajdowało się tam bardzo dużo tablic upamiętniających ofiary holocaustu oraz mogiły! Grupa Izraelczyków zabrała znicze, kwiaty oraz flagi Izraela, a my rownież kwiaty, znicze i flagi: Polski i Łodzi.

Przeważnie chodziliśmy w podzielonych grupkach i jedynie mieszaliśmy się przy pomnikach, by zrobić zdjęcia! Wszyscy byli spokojni i poważni.... wiedzieli, że chodziliśmy po szczątkach ludzi, którzy zostali bestialsko zabici... Zbliżał się koniec. Nasi koledzy poszli przodem, a my nie wiedzieliśmy, co planują ...

Okazało się, że chcieli zapalić lampki i zostawić kwiaty przy ostatnim pomniku...oraz przeprowadzili krótką uroczystość .... chcieli, żebyśmy byli przy niej obecni.... Czytali fragmenty tekstu po hebrajsku i po angielsku, a później zaśpiewali hymn Izraela...po tym chcieli, żebyśmy uczynili to samo ... troszkę speszeni zjednoczyliśmy się i odśpiewaliśmy Mazurka Dąbrowskiego... To był koniec.

Oznajmili nam to, więc wszyscy rzuciliśmy się sobie w objęcia i zaczęliśmy się żegnać. Byliśmy bardzo wzruszeni i smutni jednocześnie, że nie mogło to trwać dłużej. Zrobiliśmy ostatnie zdjęcia, nawet z osobami, z którymi nie mieliśmy przyjemności rozmawiać, ale każdy życzył sobie nawzajem spokojnej i bezpiecznej podróży.... nam do Łodzi, a im do Sztutowa - czyli następnego przystanku na ich drodze.

Powiem szczerze, że nie sądziłam, że ci ludzie są tak podobni do nas. Tak otwarci i tak wrażlliwi .... Przeprowadziłam z nimi poważne i dojrzałe rozmowy, a z osobami, z którymi najlepiej się dogadywałam, wymieniliśmy się adresami e-mail.....

Mam nadzieję utrzymywać z nimi stały kontakt.
A może kiedyś i ja polecę do Izraela...:)

Pozdrawiam

Karolina z Łodzi

(XXX LO)

Lodz_7_marca.jpg

Aktualności


Nowe Projekty


Ostatnie pytania


Nowe artykuły

projekt i wykonanie by DWS
© wszystkie prawa zastrzeżone