nasza godula
Czwartek, 9 Wrzesień 2010
 

Z ostatnich dni




LUD KSIĘGI - WYSTAWA (list z Polski)

w_1_1.jpg



Z powierzoną mi młodzieżą licealną, za zgodą miejscowego proboszcza odpowiedzialnego za naukę religii, podczas 14 ostatnich miesięcy zrealizowałam program dotyczący judaizmu, jako korzeni dwóch wielkich monoteistycznych religii świata - chrześcijaństwa i islamu.

Zaczynając od Szawuot 5765 roku  zaczęłam "oswajać" młodzież z judaizmem. Pamiętam, jak w pierwszych miesiącach młodzi ludzie obawiali się brać do ręki rytualne przedmioty żydowskie. Za to po zakończonym programie, w maju br. z 350 uczniów tylko jedna osoba miała jeszcze uprzedzenia. W ewaluacji ktoś napisał: "Żydzi niech sobie będą, ale u siebie". Wszyscy pozostali wykazali bardzo pozytywną, wręcz „filosemicką” postawę. Mam tu porównanie, ponieważ podczas matur zastępowałam nauczycieli w 2 klasach, z którymi się nie spotykałam wcześniej. Na 60 uczniów, 47% wykazało w ankiecie zdecydowaną, bardzo wrogą, antysemicką postawę... Myślę więc, że realizacja programu miała swój sens...

Przez cały rok szkolny, z klasa III Technikum Ekonomicznego i dwiema klasami II LO poznawaliśmy kolejne święta żydowskie. We wrześniu zaczęliśmy od Szabatu, poprzez Wielkie Święta, do Chanuki w grudniu. Na bieżąco i w zgodzie z kalendarzem żydowskim. Przynosiłam eksponaty do klasy, zapalaliśmy świece, wygłaszaliśmy błogosławieństwa, próbowaliśmy przysmaków. Zbudowaliśmy sukę (namiot) i pościliśmy 25 godzin w Jom Kipur. Nie było moim zamiarem doprowadzanie kogokolwiek do konwersji, tylko wskazanie katolickiej młodzieży, na czym polega judaizm, co z judaizmu zaczerpnęło chrześcijaństwo, a w czym różnią się te religie od siebie.

Powtórzenie materiału polegało na wykonywaniu prac plastycznych. W sumie młodzież wykonała blisko 3 tysiące prac. Po zimowych feriach musiałam dołączyć pierwszoklasistów z LO, ponieważ widząc zapis alefbetu na tablicy, wyraźnie zażądali tego ode mnie. Poznaliśmy alefbet i w formie drukowanej i pisanej, każdy napisał swoje imię, a także Niewymawialne Imię B-ga. Zbudowaliśmy makietę Świątyni, a także Świątynię z klocków, żeby można ją było "zburzyć", a potem rysować na temat Tisza BeAw. Jedliśmy chleb świętojański na Tu BiSzwat, robiliśmy maski i czapki na Purim. Po Pesach zaczęliśmy przygotowywać się do zwieńczenia pracy nad programem przez montażwystawy. Przedstawiłam też młodzieży drogę życia żydowskiego, od Brit Mila, poprzez Bar/Bat Micwa, ślub żydowski do spraw związanych ze śmiercią, pogrzebem i wspomnieniem zmarłego.

Wystawa stała się możliwa tylko dlatego, że z myślą o konwersji od kwietnia zeszłego roku zaopatrywałam się powoli w niezbędne przedmioty. Pomogło mi otwarcie polskiej strony eBay-u. Z ludźmi na eBayu korespondowałam, pisałam o sobie. Dostawałam upominki, rzeczy których nie zamówiłam, nie opłaciłam. Kilka razy poczułam się jak bracia Józefa - w przesyłce znalazłam odesłaną moją zapłatę... Jakiś sprzedający przysłał mi czek dolarowy, abym sobie mogła kupić Zwój Tory... Dość powiedzieć, że z niektórymi zaprzyjaźniłam się głęboko. Mój mąż doradził, abym choć skromnie rewanżowała się. Wysyłałam więc np. bursztyny, dostępne w Polsce kartki z żydowskimi motywami, polskie znaczki, kartki ze świąt chrześcijańskich, puszki polskiej coca-coli. Miałam komu posłać upominki purimowe. Dostawałam zabawki, książki, a przede wszystkim niezbędne do modlitwy tałesy, także zdjęcia, biżuterię  etc. Pisali do mnie obcy ludzie: "słyszałem, że gromadzisz judaica, ja mam to i to. Napisz czy chcesz, przyślij na koszt przesyłki...". Samych chanukiji mam ponad 20... Jedna - uparłam się, że kupię, wydałam ponad 120 $ - świeczki trzymają w wyciągniętych dłoniach machabejscy żołnierze... Inne dostawałam i to hurtem... Haggad pesachowych zgromadziłam ponad 40... Do tego moje własne przedmioty, polsko-hebrajskie książki, kielichy kiduszowe, przedmioty związane z Brit Mila, Bar/Bat Micwa, ślubem żydowskim i pogrzebem.

Zrozumiałam, że nie wystarczy mi aula szkolna, choć jest ogromna i na dotychczasowe wystawy wystarczała. Dowiedziałam się, iż można bezpłatnie otrzymać Galerię na wystawę. Zapłacą za prąd, poczęstunek na wernisaż, wydrukują foldery, zaproszą miejscową prasę i notabli... To był dar losu. Okazało się, że Galeria świeci pustkami i mało kto wie o jej przeznaczeniu. Moja dobra młodzież montowała wystawę nawet w długi majowy weekend i chwała im za to!

Największa sala to ekspozycja Tory, wszystkie akcesoria (Korona, rimonium, szildy, Zwoje, jady, także sefardyjski pojemnik z Torą). 10 tałesów na ścianie - to minjan. Dodatkowo - Szma na papirusie, 10 Wypowiedzeń i Tetragrammaton. Sala była ogromna, zmieściło się po przekątnej jeszcze stanowisko Brit Mila i ślubne. Przy chupie dziewczyny nagminnie fotografowały się. W trzecim rogu - połamane sanie, stary, przedwojenny tałes i świeczka jorzeitowa. To na wspomnienie Szoah. W każdej sali był choć jeden element z Holocaustu i cała sala - tylko o ofiarach Zagłady.

Sala druga obejmowała główne Święta judaizmu: Szabat i Pesach. Do tego - cała biblioteczka pobożnego Żyda. Ustawione na stołach i półkach, dostępne, żeby każdy mógł wziąć w rękę, posmakować potrawy, zobaczyć jak czyta się "od tyłu" i zdziwić się, że tak naprawdę, to teraz czyta się "od tyłu", skoro księgi żydowskie były pierwsze...

W kolejnej sali - czasopisma, i te z Izraela i te dostępne w Polsce. Poza tym stół purimowy i chanukowy. Tu młodzież przedstawiła Purim Szpil, a w tłumie stali uczniowie z gragerami z hałasowali, ile razy padło imię Hamana. Na ścianach: wybitni rabini judaizmu. Dostałam CD ze zdjęciami z Izraela, dosłownie "wytapetowaliśmy " nimi 2 sale, a w innych były powiększenia w dużych antyramach. Do tego w każdej sali odpowiednia muzyka, z płyt wprost z Izraela, żadna tam "Cepelia".

Dalej - duża sala trzech religii, ze wszystkimi Świątyniami: i Namiot, i I oraz II i mikrograf Davida Johanana z oczekiwaną  III Świątynią. W tej sali chłopcy tak nakopcili nargile po stronie islamskiej, że aż dym szedł, a oczy czerwieniały... W gablotach pod ścianami- banknoty i monety z Izraela, damskie świecidełka, pocztówki. Duże zdjęcie terenu świątynnego z meczetem i Kotel. Także wszystkie pisma z Qumran, które zbieram od lat, oraz stół ze zdjęciami macew i kamykami składanymi na grobach. W tej sali rabin, który zaszczycił nas swoją obecnością, nauczył zgromadzonych Psalmu 133 Hine ma tow... Wszyscy skakali i klaskali i bawili się bardzo dobrze, a odchodząc jeszcze sobie podśpiewywali!

Część prac plastycznych znalazła się w sali Rosz HaSzana. Tu wszyscy próbowali marchewki z majerankiem, podziwiali rybią głowę w jarzynach, ale najchętniej sięgali po okrągłe chały, jabłka i granaty, wszystko maczane w miodzie. W tej sali były też zabawki a zwłaszcza piękny biały miś w kippie i ze świecącą Gwiazdą Dawida. Miał on swoje znaczenie, które odkrywałam dopiero w ostatniej sali. Na początek wszystkie dzieci witały się z nim, bo uściśnięty za łapkę zaczynał kolorowo świecić (kupiłam go za kilka dolarów, a sprzedawca dorzucił jeszcze gratis dużą, rozświetloną synagogę...)

Z tej sali trzeba było przejść wąskim korytarzem, zmieściły się tylko ustawione wzdłuż pojedyncze gabloty. Na ścianach wisiały różnego rozmiaru katan talit oraz kippy, pod ścianą - haftowane torebeczki na tałes lub tefilin, w narożnikach po przekątnej -naczynia do obmyć, porannego, przed i po posiłku. Także różne ręczniczki netilat jadaim. To była sala codzienności. W gablotach -3 różne zestawy  tefilin, mezuzy: pudełeczka i pergaminy, Talmud z XIX wieku.

Stąd - prosto do sali Holocaustu. Tę salę przygotowała jedna osoba. Włożyła w to swoją duszę! Na ścianach setki zdjęć oraz kilkanaście oświęcimskich plakatów. Na środku - świecznik z Yad Vashem na pamiątkę 6 milionów ofiar. Także duże kamienie symbolizujące obozy zagłady, po jednym na każdy...

We wszystkich salach płonęły świece, ale te wzbudzały zadumę. Jest kilka wpisów do księgi pamiątkowej na temat dzieci, ofiar Holocaustu. W tej sali wciśnięty w kąt, ukryty, siedział połatany pluszowy miś, któremu dziecko naszyło żółtą Gwiazdę Dawida. To właśnie paralela do puchatego, bialutkiego misia dzisiejszego, taki znak, ze jak jest wolny Izrael, to dzieci mogą mieć najpiękniejsze misie świata. Wierzcie mi, że potem najwięcej rysunków dotyczyło właśnie obu niedźwiadków. Wydawałoby się: tania metafora, a przemówiła.

Nie było ani jednego wpisu antysemickiego, ani w obu księgach pamiątkowych, ani na trzech różnych stronach internetowych, które omawiały wystawę...

Całość kończyła się wyjściem przez sukę, wąchaniem etrogu i machaniem lulawem. Wszyscy zachwycali się zapachem etrogu!

Każdy otrzymał na pamiątkę 4 pocztówki (to zamiast foldera wydrukowała Galeria), chorągiewkę z Mazal Tow i torebeczkę herbatki Wisotzkyego, do zaparzenia w domu i przedłużenia bytności o tę jedną szklankę dłużej :) Były też trzy nagrody: oprawione, duże zdjęcie rabbiego Lubawitschera, przedwojenna rodzina żydowska, a jako nagroda główna - Tora. Bardzo się cieszyłam, że jedną z nagród wylosowała uczennica, która tak pracowicie zorganizowała całą salę Holocaustu. Można powiedzieć, że nawet w takim drobiazgu widać rolę Haszem!

Przedsionek wykleiliśmy zdjęciami przedwojennych Żydów z Polski i dawnych Kresów. Starsi ludzie bezbłędnie odnajdywali tutaj synagogę i inne budynki ze swoich miasteczek. Pamiętajcie, że w naszym mieście mieszka tylko około 3 tysięcy autochtonów, reszta to przybysze z całej Polski, a często właśnie z Kresów. Nie zadomowili się w Szczecinie, Wrocławiu czy Zielonej Górze...

Na pożegnanie - wielki dzban pełen biało-niebieskich kwiatów. Zresztą o współczesności i państwowości też nie zapomnieliśmy, były flagi Izraela, Hymn i Deklaracja Balfoura...To miało zostać w oczach wychodzącym. Sala Holocaustu była bardzo przemyślanie usytuowana, można było rozpocząć zwiedzanie od niej lub zakończyć na niej. Układ sal w Galerii jest kołowy. Trzeba było przejść obok 2 razy, i wchodząc i wychodząc. Żeby nie zapomnieć.

Do tego jeszcze wiersze, prelekcje, film z przebiegu Sederu, każdy mógł zatrzymać się i wysłuchać całości lub części, ile chciał.

Wzruszyła mnie bardzo obecność rodziców moich uczniów, a także wieczorne wypady, kiedy całymi rodzinami, już nie w tłumie przychodzono ponownie. Wspaniale wypowiedział się ksiądz dziekan: teraz jest czas na MIŁOŚĆ, tolerancja - to za mało.

Kilka miast chce zobaczyć wystawę. Moja dobra młodzież zapisała się na listę, podali mi swoje adresy mailowe i numery komórek i obiecali przyjechać nawet z obozu wędrownego czy innego miejsca wypoczynku, byle wziąć udział w kolejnej imprezie. Bo może coś się sklei jeszcze podczas wakacji. I to są cale klasy, nie wybrane jednostki!

Chwała Haszem za tę radość.


Marzena Bera

Jastrzębie Zdrój, czerwiec 2006

Aktualności


Nowe Projekty


Ostatnie pytania


Nowe artykuły

projekt i wykonanie by DWS
© wszystkie prawa zastrzeżone