W zamieszczonym wczoraj felietonie "W czas wyborów trudno poruszyć wyobraźnię" (salon24, autor: fzp-sceptnick) czytamy:
Swego czasu w Warce zdarzył się przykry incydent; grupa "małolatów" fizycznie napastowała, albo człowiek myślał, że go napastowała, Żyda-chasyda chcącego odwiedzić grób słynnego żydowskiego cadyka (...) Chciałbym jednak dzisiaj napisać nie o samym zajściu, nie o przejawach ataków na "obcych", czy może - nazwałbym to - o zwolnieniu z obowiązku polskiej gościnności wobec gości na naszej ziemi. Dzisiaj chciałbym napisać o czymś pozornie marginalnym. Po tamtym incydencie z ciekawości przejrzałem strony internetowe polskich miasteczek. Na ogół w ich treści są działy "historia". Zaintrygowało mnie jedno - tak na stronie internetowej Warki jak i innych polskich miasteczek - wzmianki o polskich Żydach mają na nich charakter ... hm... statystyczny. Tzn. do XIX wieku pisze się o synagogach, handlu etc., ale kiedy przychodzi okres II-giej wojny światowej Żydzi polscy - obywatele RP stają się... liczbami. Wówczas, tuż po incydencie strona www Warki wymieniała "polskie" straty ludności praktycznie "po nazwiskach", zaś żydowsko-polskie straty były liczbami - a zatem nie zginął Szmul, Ryfka, Mosze, ale zginęło 10 000 (dziesięć tysięcy !!!), sto tysięcy, pięćset tysięcy Żydów - nie w Warce rzec jasna.
Co powoduje, że pewną kategorię obywateli RP ginących w czasie niemieckiej rzezi ludności Polski traktujemy "po nazwiskach", a inną ich kategorię wyrażamy "w liczbach"? Odczłowieczyliśmy ofiary sprowadzając je do liczb? Zdaliśmy "lekcję" Goebelsa i Hitlera?
Mój Przyjaciel - Przemek Wiszniewski - zauważył problem
Tak. To ważna wiadomość.
Bardzo aktywny na Facebooku, między innymi w grupach związanych z przeciwstawianiem się rasizmowi i antysemityzmowi (współpracujący także z nami) Przemysław Wiszniewski wystąpił z bardzo cenną inicjatywą.
W nadesłanym do nas liście pisze wczoraj:
W dzisiejszych czasach internet rządzi masową wyobraźnią. Turyści coraz rzadziej sięgają po drukowane kolorowe foldery, a coraz częściej zaglądają do internetu w poszukiwaniu urlopowych atrakcji. Każda miejscowość w Polsce ma ambicje, by w internecie mieć swoją wizytówkę, z pomocą której łatwiej ukazać nie tylko swoje walory krajoznawcze i zabytki, ale i współczesne życie mieszkańców. Otóż, okazuje się, że na ogół te wizytówki w internecie mają także rodziały o historii, lecz nagminnie brakuje tam choćby wzmianki o przedwojennych żydowskich mieszkańcach. Zainteresowani mogą, rzecz jasna sięgnąć do Wikipedii, czy jeszcze lepiej - Wirtualnego Sztetla, skąd pełnymi garściami czerpać można wiedzę na temat judaików rozsianych, jak kraj długi i szeroki. Skąd jednak to przemilczanie na oficjalnych stornach polskich miast, miasteczek i wsi? Dlaczego wątek żydowski jest tak bez pardonu pomijany? Nie wdając się w próbę odpowiedzi na to pytanie, przeciwstawiam się takiemu przeklamywaniu historii. Dlatego apeluję do wszystkich zainteresowanych o wywieranie wpływu na władze samorządowe, a za ich pośrednictwem na autorów i administratorów wyżej wspomnianych internetowych wizytówek, ażeby uzupełnili notki historyczne swoich miejscowości o wątek żydowski. Tylko tyle i aż tyle. Historia wybiórcza jest jak amputowana ręka. Wiadomo, że była.
Autor tych słów założył więc grupę na FB - AKCJA ODKŁAMYWANIA HISTORII POLSKICH MIASTECZEK, której uczestnicy-wolontariusze zajmą się weryfikacją stron internetowych pod kątem prawdy historycznej. Celem jest apelowanie do twórców stron internetowych - wizytówek miast, miasteczek i wsi, by w działach dotyczących dziejów swoich miejscowości uwzględniali przedwojenną mniejszość żydowską.
Autor zaproponował wzór listu, który można rozsyłać w tej sprawie.
Oto adres, pod którym można znaleźć wszystkie informacje:
http://www.facebook.com/event.php?eid=125396697495526&ref=mf
Zachęcamy Czytelników naszego portalu do włączenia się w tę ważną akcję.
Ci ludzie, obywatele polscy, mieszkali tam od wieków. Zostali wymordowani. Jesteśmy wszyscy winni im dbanie o ich pamięć. Każde puste miejsce tam, gdzie powinny znajdować się informacje o ich obecności, ich życiu i losie, jaki ich spotkał, to nasza dzisiejsza porażka i nasz dzisiejszy wstyd.
Los Angeles, 17 czerwca 2010


