nasza godula
Wtorek, 7 Luty 2012
 

Z ostatnich dni




NASZ KOMENTARZ

Na marginesie kontrowersji wokół wywiadu biskupa T. Pieronka

xxxx.jpg

Po naszej redakcyjnej dyskusji na temat wywiadu biskupa T. Pieronka i wydarzeń z tym wywiadem związanych (nagłośnienie wywiadu przez media, reakcje na ten wywiad w Internecie, sprostowanie biskupa, reakcje mediów na sprostowanie), chcemy zwrócić uwagę Czytelników na pewne charakterystyczne mechanizmy, które ujawniają się w podobnych sytuacjach.

  • Przede wszystkim, media rzucają się na taki wywiad i nie są wcale zainteresowane, ile w nim jest prawdy: jeżeli temat jest kontrowersyjny a wypowiedzi biskupa brzmią szokująco - tym lepiej dla mediów! Stąd tytuły, które mają bulwersować, jak np. ten z Interia.pl: "Pieronek: Szoah to żydowski wymysł".
  • Media nie uwzględniają faktu, że wypowiedzi przypisywane biskupowi są tak absurdalne, iż powinny budzić nieufność i stawiać pytanie: "czy rzeczywiście wygłosił on te słowa?".  Taka powinna być reakcja dziennikarza. Rzeczywistość przekonuje, że prawie nigdy nie jest.
  • Media nie uwzględniają także faktu, że absurdalne, niesprawiedliwe, krzywdzące sformułowania przypisywane biskupowi Pieronkowi skierowują się przeciwko Żydom i podsycają nastroje antysemickie. Kłamliwe i wrogie Żydom tezy zyskują nobilitację i większy ciężar gatunkowy, gdy wypowiada je nie ktoś znany ze swojej wrogości wobec Żydów, ale ktoś znany z postawy przeciwnej - laureat nagrody im. Jana Karskiego (bp Pieronek otrzymał ją w roku 2008). Zarzuty wobec Żydów docierają do ludzi, którzy nie byli dotąd skłonni dawaniu im wiary, ponieważ wypowiada je biskup znany z wyważonych i sprawiedliwych wypowiedzi. Antysemityzm w Polsce dostaje potężny, wzmacniający zastrzyk. Media tym się nie przejmują. Nie przejmują się też "robieniem gęby" Kościołowi i biskupowi.
  • Media zagraniczne (w tym także izraelskie) również żyją sensacją i kontrowersją. Absurdalne słowa cytowane jako wypowiedź polskiego biskupa to news. Dla mediów stanowią znakomite poświadczenie głębi polskiego antysemityzmu.

Zarządzający mediami wiedzą, że taki kontrowersyjny temat zwiększa emocje, a zwiększone emocje to zwiększone czytelnictwo. Widać je po liczbie wypowiedzi na portalowych forach gazet i na politycznych blogach.

Bo oto szokujące sformułowania przypisywane biskupowi dostają się - dzięki mediom - w ręce dwóch grup aktywistów internetowych.

  • Jedna grupa to fanatycy antyżydowscy i antyizraelscy (nie brak ich na forach). Dla nich słowa, które media cytują jako wypowiedź biskupa, to ogromny atut wzmacniający ich argumentację nienawiści. Otrzymują do ręki nową amunicję, nową broń przeciw Żydom. Żadne późniejsze sprostowania już im tej broni z dłoni nie wytrącą.
  • Druga grupa to fanatycy antyreligijni i antyklerykalni (ich również nie brak na forach, choć w porównaniu z pierwszą grupą jest ich mniej). Oni słowa przypisywane biskupowi wykorzystują propagandowo w argumentacji udowadniającej perfidię Kościoła i jego antysemityzm. Ich  wzajemne ataki podsycają temperaturę wymiany zdań.
  • Na forach izraelskich z kolei, wypowiedzi biskupa, które media cytują za portalem włoskojęzycznym, są umieszczane jako kolejne przykłady w długim ciągu wystąpień rozlicznych osobistości europejskich potwierdzających, jak niesprawiedliwie traktowany jest przez Europejczyków (i katolików) Izrael. I cóż z tego, że  akurat w tym konkretnym przypadku autentyczność tych wypowiedzi zostaje zakwestionowana?


Wnioski?

  • Pierwszy:
Ani media, ani najbardziej zaangażowani w nie czytelnicy nie są wcale zainteresowani prawdą. Te absurdalne i szokujące słowa cytowane w wywiadzie idealnie zaspokajają ich oczekiwania. Wywołują kontrowersję, a kontrowersję znacznie lepiej daje się wykorzystać propagandowo, niż spokojne, wyważone oceny. I lepiej daje się ją sprzedać.
  • Drugi:

Już wiemy kto zyskuje.

A kto najbardziej traci? Kto jest tu najbardziej pokrzywdzony?

Najbardziej tracą ci, których dotyczy sedno kontrowersji: Żydzi.

Słowa przypisane biskupowi wzmacniają antysemityzm. Raz ogłoszone, zaczynają żyć własnym życiem i żyją długo.  No bo komu w gruncie rzeczy zależy, aby nagłaśniać ich sprostowanie? Nie mediom, nie fanatykom-aktywistom. Swoją drogą, biskup powinien nieco mniej ufać tym, którym udziela wywiadów i unikać wszelkich dwuznaczności w wypowiadanych słowach, bo zostaną one wykorzystane przeciwko niemu. Natomiast prasowe agencje katolickie powinny reagować na takie sytuacje szybciej i bardziej stanowczo.

A zresztą ci antyżydowscy fanatycy zinterpretują sprostowanie jako dowód na skuteczność działań "lobby żydowskiego", przez które biskup został zastraszony, co być może zyska im kolejnych zwolenników.

Z kolei ci antyklerykalni - uznają sprostowanie za dowód na krętactwo i kłamliwość Kościoła - i to być może również zyska im kolejnych zwolenników, co na zasadzie akcji-reakcji zradykalizuje tych po stronie nacjonalistyczno-antyżydowskiej, a więc znów skieruje się przeciw Żydom.

I dalej będzie się nakręcać nienawiść.



***


To wszystko byłoby jedynie obserwacją dotyczącą działania mediów i internetowych konsekwencji tej działalności, gdyby nie jeden bardzo istotny fakt.

Historia przekonuje bowiem, że opublikowane w mediach słowa - wszystkie niesprawiedliwe i radykalne słowa, które dostają się w publiczny krwiobieg idei - nawet gdy są to słowa natychmiast dementowane - mają swoje konsekwencje.

XX wiek, który zakończył się zaledwie dekadę temu, udowodnił, że gdy słowa te dotyczą grup etnicznych, narodowościowych czy religijnych i gdy zostają podchwycone przez fanatyków żyjących nienawiścią - na końcu ich drogi konsekwencją słów mogą być ciała pomordowanych, niewinnych ludzi.

Przesada?!

Nie sądzimy. Zarówno Holocaust, jak i sowieckie gułagi, ludobójstwo w Kambodży i masowe morderstwa Ormian - wszystkie one zaczynały się od słów. Aby ludzie mogli mordować, muszą albo znienawidzić albo odhumanizować swoją ofiarę. Ten stan umysłu osiąga się wyłącznie poprzez słowa. Wiele - często nawet niepozornych - słów. Na początku każdej masowej zbrodni znajdują się kłamliwe, niesprawiedliwe słowa. I to nie tylko krzyk dyktatora i wodza z trybuny, bo ten zazwyczaj stanowi dopiero ostatni akord w długim ciągu wypowiadanych słów, ale najpierw jątrzący  szept drobnych, medialnych manipulacji, ćwierćkłamstw i półkłamstw, podchwytywany i zwielokrotniany echem przez fanatyków.


Los Angeles
26 stycznia 2010.

Aktualności


Nowe Projekty


Ostatnie pytania


Nowe artykuły

projekt i wykonanie by DWS
© wszystkie prawa zastrzeżone