nasza godula
Wtorek, 7 Luty 2012
 

Z ostatnich dni




IRENA SENDLER AMBASADOREM POLSKI - cz.2

Za FŻP

Irena_Sendler_Warsaw_Poland_Feb_23_07.jpg



Z ziemi amerykańskiej do Polski


"Cudze chwalicie, swego nie znacie"

Przysłowie ludowe


W nawiązaniu do opublikowanej przez nas informacji o nadaniu imienia Ireny Sendler pierwszej szkole państwowej w Niemczech warto poznać historię „odkrycia” dla Polski i świata postaci zmarłej w maju 2008 roku Ireny Sendler – Matki Dzieci Holocaustu.


Istotą dla zrozumienia omawianych poniżej spraw, zainteresowania jakie wzbudza postać bohaterki u ludzi z różnych zakątków Ziemi niekoniecznie związanych z Polską jest ponadnarodowe oraz ogólnoludzkie przesłanie dzieła Ireny Sendler. Jest to etyczne przesłanie zrozumiałe dla każdego człowieka niezależnie od jego narodowości. W świetle uniwersalizmu tego przesłania zrozumiała staje się historia stawania  się bohaterki w świadomości publicznej wielu ludzi z różnych krajów świata Matką Dzieci Holocaustu. A może po prostu stawania się wielkim symbolem Matki dla ratowania dzieci gotowej do najwyższych poświęceń.


Postacie historyczne kształtujące czy to historię polityczną, czy narodową, czy każdą inną historię o wymiarze lokalnym poddają się warsztatowi badań historycznych, które polegają między innymi na weryfikacji faktów, krzyżowej konfrontacji źródeł, ustaleniu dat, związków pomiędzy innymi postaciami lub wydarzeniami historycznymi itd. Postacie niosące przesłania uniwersalne umykają „laboratoryjnemu” podejściu naukowemu, gdyż ich główną rolą, funkcją, zadaniem oraz misją życiową jest zgodność czynu z etyką, a nie czysta, historyczna faktografia. Etyka ogólnoludzka nie jest domeną historii. Może ona być przedmiotem badań innych nauk społecznych – psychologii, socjologii, albo religii lub filozofii. Może być wreszcie sposobem intuicyjnego pojmowania prawd moralnych przez tzw. zwyczajnego człowieka. Wielkość takich postaci polega właśnie na tym, że zwyczajny człowiek, nawet prosty i niewykształcony - albo szczególnie taki człowiek - rozumie sens ich dzieła bez potrzeby naukowej analizy, weryfikacji źródeł, szperania po archiwach, detalicznego "rozbieranie na czynniki pierwsze" rodzinnych czy wręcz intymnych szczegółów życia bohaterów itp. Ludzie szukający drogowskazów moralnych nie będą się zastanawiać nad tym, czy kwerenda badań historyka nad daną postacią była pełna, prawidłowa, metodologicznie poprawna, a faktografia dopracowana w każdym szczególe. Człowiek poszukujący etycznych wskazówek zwróci uwagę na samą istotę dzieła moralnych gigantów takich jak Irena Sendler. Wydobędzie on z życia postaci moralnie wielkich to, co jest istotą tej wielkości. Jest to jeden z powodów, dla których postaci Ireny Sendler z niepamięci nie wydobyli historycy-naukowcy. W historii ponownego odkrycia postaci „Jolanty” – bo taki konspiracyjny pseudonim nosiła Sendlerowa, symptomatyczne jest to, że dla szerokiej opinii publicznej niezwykłą historię oraz osobę wydobyły na światło dzienne nie historyczne autorytety, lecz ludzie wrażliwi – pasjonaci dobrych emocji wobec dzieła wielkiego życia. Zrobiły to… DZIECI!
vide: www.irenasendler.org


Warto może teraz wspomnieć o tym, że losy Ireny Sendler po wojnie nie były usłane różami. W pierwszym okresie po wojnie jako członek „Żegoty” - Rady Pomocy Żydom przy Delegacie Rządu RP na Kraj doznała ona prześladowań ze strony UB. W wyniku wyczerpujących przesłuchań będąca wówczas w bardzo zaawansowanej ciąży  przedwcześnie urodziła syna. Zbyt wcześnie, aby dziecko przeżyło. Syn Andrzejek zmarł po kilku tygodniach. Czy może być większa krzywda wyrządzona kobiecie i matce? I wprawdzie dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności, umiejętności uważnego wsłuchiwania się w głos instynktu samozachowawczego oraz pomocy ludzi doceniających jej zasługi z okresu wojny uniknęła ona okrutnego losu tych członków wojennego podziemia polskiego, dla których nagrodą za służbę Polsce stała się śmierć z rąk stalinowskich oprawców, to została ona skazana na zapomnienie. Irena Sendler nie była dla władzy PRL postacią wygodną. Wprawdzie od czasu do czasu władza ta nagradzała ją jakimś mało znaczącym odznaczeniem, ale był to raczej wyraz kompleksu winy niż nagroda jako taka. Pierwszą poważną, znaczącą nagrodą było przyznanie w roku 1965 Irenie Sendler przez rząd Izraela tytułu Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata. Były to jednak czasy, kiedy władze polskie traktowały Izrael jako sojusznika „amerykańskiego imperializmu” nie utrzymując z tym państwem stosunków dyplomatycznych. Co było potem, to mniej więcej wszyscy wiemy – 68’ rok, antysemicka nagonka, skazanie na banicję praktycznie całej społeczności polskich Żydów, staranne zacieranie w świadomości zbiorowej Polaków śladów obecności Żydów na ziemiach polskich, ich wkładu w budowę wspólnego państwa. Z „wyroku” władz PRL Irena Sendler stała się więc zwyczajną, szarą, mało znaczącą obywatelką. Żaden znaczący historyk nawet nie zająknął się popularyzując i upowszechniając wiedzę o jej życiu, o jej dziele.


Stan taki – można się jedynie domyślać - zapewne trwałby długo, gdyby nie przypadkowe odkrycie dokonane przez nikomu nieznane uczennice z prowincji w Kansas w dalekich Stanach Zjednoczonych. Tak, nie w Polsce, a właśnie w Kansas. Zapewne wielu z czytających te słowa pomyśli, że pamięć o kobiecie na wielką skalę organizującej pomoc dla dzieci z warszawskiego getta przetrwała wśród Polonii amerykańskiej, może wśród amerykańskich Żydów i to ktoś z tych kręgów powiedział wreszcie na głos kim jest Irena Sendler. Nic bardziej mylnego.


W 1999 roku – 55 lat po wojnie (SIC) amerykański nauczyciel z rolniczych rejonów Kansas, Norman Conard, przedstawił swoim uczennicom wydanie „News and World Report” z 1994 roku, w którym padło lakoniczne stwierdzenie: "W latach 1942-43 Irena Sendler uratowała 2,500 dzieci z warszawskiego getta."  Jednocześnie nauczyciel poddał w wątpliwość prawdziwość informacji zawartych w „Raporcie”, gdyż - jak stwierdził - „Być może jest to błąd drukarski, bo nigdy nie słyszałem o tej kobiecie i o tej historii”. Nauczyciel zainteresował tematem swoje uczennice. Przy okazji tego „faktograficznego” akapitu TRZEBA – jesteśmy im to winni - wymienić nazwiska tych uczennic, które tak mocno wzięły sobie do serca motto swojej szkolnej klasy „Kto zmienia jedną osobę, zmienia cały świat“, że CAŁEMU ŚWIATU przywróciły pamięć o dziele Ireny Sendler. Tymi uczennicami były kilkunastoletnie  Megan Stewart, Elizabeth Cambers, Jessica Shelton oraz Sabrina Coons. Dobrze czytacie – to były KILKUNASTOLETNIE uczennice z klas będących odpowiednikiem polskiej szkoły średniej! Co zrobiły te dzieci? Czy napisały opasłe tomisko, w którym przeanalizowały życie swojej bohaterki? Czy grzebały w archiwach państwowych, czy weryfikowały wszelkie drobne fakty z życia, czy ustalały co, jak i dlaczego? Nie. Dzieci kierując się intuicyjnym pojmowaniem tego co w historii Pani Ireny jest ważne napisały…. sztukę. Napisały krótką, być może naiwną opowieść wydobywającą najważniejsze fragmenty z życia Ireny Sendler i zaczęły z tą sztuką objeżdżać Stany Zjednoczone. Objeżdżają USA do dzisiaj, a dzięki nim już niepoliczalne tysiące Amerykanów poznało historię „Jolanty”. Sztuka ta nosiła tytuł „Życie w słoiku”. Tytuł pochodził stąd, że Pani Sendler zapisywała prawdziwe nazwiska i imiona uratowanych dzieci na skrawkach papieru, które zapakowane w szklany słoik zakopywane były pod drzewkiem jabłoni. Celem tak ryzykownej operacji była chęć przywrócenia dzieciom żydowskim ich prawdziwej tożsamości kiedy nadejdzie ku temu stosowny czas - po wojnie. Żadna z amerykańskich uczennic oraz ich nauczyciel nie wyobrażali sobie, że w ten sposób rozpoczynają przywracanie pamięci na ponadnarodową skalę o bohaterstwie, odwadze, wierności ideałom, poświęceniu bez granic, miłości do człowieka, słowem – pamięci o wielkości ludzkiego ducha skonfrontowanego z bezduszną, okrutną machiną śmierci. Potem lawina uruchomiona wyjęciem jednego, jedynego kamyka ze stosu niepamięci ruszyła. Piramida zapomnienia zbudowana wokół Ireny Sendler rozsypała się jak domek z kart. W międzyczasie uczennice ze zdumieniem odkryły, że ich bohaterka żyje, mieszka w Warszawie. Wraz ze swoim nauczycielem oraz rodzicami spełniły swoje największe marzenie - odwiedziły Panią Sendlerową w Warszawie. Tam wszyscy poznali m.in. jedną z uratowanych – Elżbietę Ficowską, a przez nią kolejne osoby. Przy okazji i po drodze uczennice musiały zweryfikować informację podaną w „News and World Report”. Akcję ratowania dzieci żydowskich „Jolanta” wraz z grupą swoich współpracowniczek rozpoczęła nie w 1942 roku, lecz tuż po utworzeniu warszawskiego getta w 1940 i kontynuowała ją do stycznia 1943 roku, kiedy wejście do getta stało się praktycznie niemożliwe. A jednak i wówczas – po 1943 roku - Irena Sendler niosła pomoc tym,  głównie dzieciom, którym udało się przedostać z getta na tzw. „aryjską stronę”, albo które wcześniej do getta nigdy nie trafiły.


Warto wiedzieć, że pomoc dla dzieci zamkniętych w warszawskim getcie rozpoczęta natychmiast po jego utworzeniu przez zorganizowaną przez Panią Irenę grupę świadczona była poza formalnymi strukturami Państwa Podziemnego. Do pomocy tej włączyli się pracownicy magistrackiego, warszawskiego oddziału opieki społecznej o różnych przekonaniach politycznych. Były wśród nich także osoby, którym przed wojną nieobce były poglądy antysemickie, jak np. Jan Dobraczyński. W rozmowie z przedstawicielami redakcji Forum Żydów Polskich Pani Sendler uśmiechnęła się mówiąc: „Dobraczyński, wiecie, ten pisarz. Przed wojną to był  straszny antysemita.”, po czym spoważniała i powiedziała „Kiedy zobaczył ten ogrom nieszczęścia wyleczył się z antysemityzmu”.


Tutaj trzeba wtrącić uwagę:

Takich osób o poglądach antysemickich, które „na widok „ogromu nieszczęścia wyleczyły się z antysemityzmu” było więcej. Najwymowniejszymi przykładami była postać Zofii Kossak Szczuckiej (pisarki), jednej z założycielek „Żegoty” uhonorowanej tytułem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, ale i postać Jana Mosdorfa – przedwojennego działacza ONR oraz Młodzieży Wszechpolskiej, który po uwięzieniu w obozie koncentracyjnym Auschwitz efektywnie organizował pomoc dla współwięźniów – Żydów. Takich osób było więcej. Było ich wiele. Ten artykuł nie jest poświęcony ruchowi ratowania życia Żydów w Polsce, lecz Irenie Sendler i tylko z tego względu tematu – rzeki kompleksowo nie omawiamy.


W siatce ludzi dobrej woli zorganizowanej przez Sendlerową nie zabrakło księży, zakonnic, klasztorów, katolickich sierocińców, czy wreszcie licznej rzeszy osób prywatnych o przeróżnych poglądach politycznych. Ludzie ci  dali ukrywanym dzieciom ochronę przed niechybną śmiercią w komorach gazowych obozów śmierci, chociaż śmierć czyhała nadal nie tylko na ukrywane dzieci, ale i na ukrywających je ludzi. Za przechowywanie Żyda w okupowanej Polsce groziła kara śmierci i często była ona wykonywana natychmiast. W grudniu 1942 roku grupa Ireny Sendler została włączona do powołanej przez Delegaturę Rządu na Kraj Rady Pomocy Żydom „Żegota”, a sama Sendlerowa została kierowniczką działu dziecięcego „Żegoty”. To „Żegota” po  aresztowaniu i skazaniu na śmierć „Jolanty” w ostatniej chwili za wielką łapówkę wykupiła bohaterkę z rąk Gestapo. Świadoma wagi posiadanych informacji nawet pod wpływem tortur, po połamaniu rąk i nóg, Irena Sendler nie ujawniła Niemcom żadnej informacji mogącej naprowadzić okupanta na ślad działalności konspiracyjnej „Żegoty”. Na ponurą ironię zakrawa fakt, że oprócz represji ze strony okupanta, śmierć mogła grozić Irenie Sendler także z rąk Polaków. Irena Sendler znalazła się na liście proskrypcyjnej wywiadu NSZ określona w raporcie tego wywiadu jako „zdecydowana komunistka”, co w okupacyjnych realiach oraz w języku niekomunistycznego ruchu oporu znaczyło tyle, co „zdrajca narodu”. Nie było to zresztą prawdą. Irena Sendler była socjalistką, członkinią PPS, chociaż w czasie wojny nie zajmowała się żadną działalnością polityczną ze zrozumiałych względów – zbyt zajęta była ratowaniem ludzkiego życia. W swoim komentarzu do list proskrypcyjnych wywiadu NSZ prof. Szarota pisze: „Umieszczenie na liście miewało ponure konsekwencje.”, po czym opisuje przypadek zamordowania człowieka. Więcej informacji na ten temat: http://archiwum.polityka.pl/art/listy-n ... 81312.html. Widzimy więc, że życie Ireny Sendler było zagrożone ze wszystkich stron, także po wojnie.


W mediach polskich pojawiły się krótkie informacje o  wizycie amerykańskich uczennic u Ireny Sendler. Zainspirowały one Annę Mieszkowską do próby opisania historii „Jolanty”. Zadanie nie było łatwe, gdyż bohaterka już wówczas bardzo sędziwa i mocno schorowana nie zawsze chciała wracać do historii okrutnego czasu wojny. Nie wiemy jakich argumentów użyła publicystka, ale w końcu udało się jej przeprowadzić wiele rozmów, które można byłoby w zasadzie nazwać zwierzeniami. Zwierzenia te często były trudne i bolesne dla Sendlerowej, budzące upiory przeszłości, pełne bólu i goryczy, a jednak tak potrzebne ludziom, że zdecydowała się ona wreszcie wyrazić zgodę na opublikowanie swoich wspomnień w formie książki. Książka nosi tytuł „Matka Dzieci Holokaustu. Historia Ireny Sendlerowej”. Anna Mieszkowska nie jest historykiem. Spisała ona historię opowiedzianą przez Irenę Sendler tak jak Pani Irena u schyłku swojego bogatego w tragiczne i wzniosłe chwile życia ją zapamiętała. Jak zapamiętał ją człowiek ponad dziewięćdziesięcioletni. Każdy kto miał okazję rozmawiać z Matką Dzieci Holocaustu wie, jak jasny był to umysł, jakim intelektualnym wyzwaniem dla rozmówcy była rozmowa ze starszą już przecież panią. Pani Sendlerowa była wymagającym rozmówcą. Do końca swoich dni zachowała ona wielką jasność umysłu pomimo tego, że upływ czasu niektóre szczegóły z życia w naturalny sposób pozacierał, a co być może ważniejsze - zachowała ona przedziwny dar rozpoznawania intencji rozmówcy. W Annie Mieszkowskiej rozpoznała człowieka obdarzonego empatią i podziwem dla czynów wielkich. Książka Anny Mieszkowskiej w krótkim czasie doczekała się kilku wydań, była tłumaczona na kilka języków i wciąż jest wznawiana.


Publikacje oraz sztuka amerykańskich uczennic zwróciły wreszcie uwagę polskiej opinii publicznej oraz władz wolnej Rzeczpospolitej na zapomnianą postać Ireny Sendler. Rozpoczęło się odzyskiwanie zbiorowej pamięci. Nagłośnienie w mediach pojawiło się między innymi po udekorowaniu Ireny Sendler Orderem Orła Białego przez Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w 2003 roku. Posypały się kolejne krajowe zaszczyty, najwyższe odznaczenia państwowe, a wreszcie wysunięcie kandydatury bohaterki tej opowieści do Pokojowej Nagrody Nobla. Taki wniosek w Komitecie Pokojowej Nagrody Nobla w Oslo złożył kolejny Prezydent RP - Lech Kaczyński mocno wspierany pracą ówczesnej minister w Kancelarii Prezydenta p.Junczyk-Ziomeckiej, a i z życzliwym wsparciem Pierwszej Damy – Marii Kaczyńskiej. Zainicjowana przez Forum Żydów Polskich akcja społecznego wsparcia prezydenckiej inicjatywy polegająca na zbieranie podpisów pod obywatelską petycją skierowaną do Komitetu Pokojowej Nagrody Nobla w krótkim, bo miesięcznym czasie publikacji apelu w Internecie, zyskała akceptację oraz podpisy pod petycją ponad 25 tysięcy osób z całego świata. Swoje wsparcie wyraziło kilku noblistów, liczni parlamentarzyści (nie tylko polscy), europarlamentarzyści, ludzie kultury i nauki, księża, rabini, pastorzy, ludzie różnych wyznań, politycy – innymi słowy postacie wybitne, a nawet wielkie, ale co ważniejsze – zwykli ludzie z CAŁEGO ŚWIATA. Nazwisko Pani Ireny Sendler nagle pojawiło się na czołówkach wielu znanych, światowych tytułów prasowych oraz w doniesieniach wielkich stacji telewizyjnych. Media przywoływały historię postaci przedtem zapomnianej, nieznanej, a teraz nagle odkrytej. Pani Irena Sendler wymieniana była w czołówce kandydatów do tej prestiżowej nagrody, jednak decyzją Komitetu Noblowskiego w Oslo Pokojowa Nagroda Nobla przypadła wówczas Alowi Gore. W tej historii ważne jednak jest to, że dwóch Prezydentów RP wywodzących się z jakże odmiennych od siebie tradycji politycznych zgodnie honorowało postać wybitnej Polki, wybitnego człowieka, a przede wszystkim honorowali ją Polacy.


Należy jednocześnie Z CAŁĄ MOCĄ podkreślić – i Forum Żydów Polskich traktuje to jako swój ważny obowiązek wynikający z zasady hakarat hatow (obowiązek okazywania wdzięczności za zaznane dobro), że mało kto w dziedzinie przywracania pamięci oraz poprawy relacji polsko-żydowskich jest tak zasłużony jak B.P. Prezydent Lech Kaczyński. To nikt inny, jak właśnie Prezydent honorował polskich Sprawiedliwych; honorował także Sprawiedliwych nie-Polaków, tych którzy ratowali polskich Żydów. L.Kaczyński wielkim szacunkiem darzył Irenę Sendler. Wraz ze swoją Małżonką przyjmował w Pałacu przedstawicieli mniejszości żydowskiej w Polsce, przypominał o ważnych świętach żydowskich, kontynuował dobre stosunki polsko-izraelskie, jednym słowem dbając o dobrze pojęty interes Polski służył jednocześnie idei pojednania między Polakami i Żydami. Nawiązała się w tym zakresie nasza serdeczna współpraca z Kancelarią Prezydenta w osobie minister Junczyk Ziomeckiej, która to współpraca, jak wyżej wspomniano, zaowocowała wspólnym przedsięwzięciem wspierającym niezwykle aktywne, efektywne w porównaniu z dostępnymi środkami oraz starannie przemyślane działania Prezydenta w zakresie kształtowania na arenie międzynarodowej wizerunku Polski jako kraju przyjaznego Żydom dzisiaj i w przeszłości. Zły paradoks historii sprawił, że naturalni sojusznicy w przywracaniu godnego miejsca w historii Polakom ratującym życie Żydom – L.Kaczyński i W.Bartoszewski. nie potrafili przełamać osobistych animozji i pozostali ze sobą skłóceni. Z wielką szkodą dla sprawy wizerunku Polski i Polaków w świecie.

Kiedy teraz, w okresie silnej polaryzacji politycznej w Polsce, ktoś będzie usiłował podważać rolę Ireny Sendler w dziele ratowania żydowskich dzieci w Polsce, należy uważać, czy nie jest to podyktowane chęcią dyskredytacji bardzo śmiałej i ŚWIETNIE SŁUŻĄCEJ POLSCE na arenie międzynarodowej wizji działania w imię przyszłości i porozumienia między Polakami, a Żydami, której postać Ireny Sendler tak bardzo sprzyjała.

Negujące podejście - jako generalna zasada - do wszystkich poglądów historycznych zmarłego Prezydenta może zagrozić nie tylko pamięci autentycznej, bohaterskiej postaci, ale także odbywać się może za cenę naruszenia głębszej, etycznej prawdy, jaką uosabia Irena Sendler.

Racje polityczne zbyt często oślepiają i odbierają jasność widzenia. A niestety sygnały o takich działaniach do nas docierają.

Także z wielkim niepokojem wysłuchaliśmy ostatnio przebiegu seminarium poświęconego Irenie Sendler w pewnej szacownej, państwowej instytucji zajmującej się historią. Ton wypowiedzi głównego prelegenta oraz dyskutantów – naukowców wzbudził nasze największe zaniepokojenie.


W międzyczasie na podstawie książki Anny Mieszkowskiej powstał scenariusz filmu fabularnego. Film w reżyserii Johna Kenta Harrisoma (m.in. film Pt. „Jan Paweł II” – w roli głównej John Voight), z udziałem laureatki Oscara w roli głównej - Anny Paquin pod angielskim tytułem „"The Courageous Heart of Irena Sendler" (polski tytuł: „Dzieci Ireny Sendlerowej”) został nakręcony przez amerykańską wytwórnię w serii zatytułowanej. „Hallmark Hall of Fame” i wyemitowany. Jednego wieczoru film ten w Stanach Zjednoczonych obejrzały miliony ludzi, a potem w Polsce i w innych krajach.


Reasumując, kilka uczennic, jeden nauczyciel, jedna pisarka, jeden reżyser – ludzie kierowani emocjami, a nie wyrachowaniem czy naukową dociekliwością dokonali dzieła, jakiego przed nimi nie dokonał żaden historyk – wydobyli na światło dzienne oraz upowszechnili na cały świat świadomość postaci Ireny Sendler oraz wielkości jej czynu. NIKT przed tymi kilkoma ludźmi nie powiedział światu gromkim głosem o humanistycznym, etycznym, uniwersalnym, ogólnoludzkim wymiarze postaci „Jolanty”. Irena Sendler zmarła, ale dopiero dzisiaj widzimy, że jej wielka rola jeszcze do końca się nie spełniła. Nadanie pierwszej państwowej szkole w Niemczech imienia Matki Dzieci Holocaustu dowodzi, jak żywa i potrzebna jest ta postać. Nie jest ona potrzeba jedynie Polakom, nie jest ona potrzebna jedynie Żydom zachowującym we wdzięcznej pamięci czyny heroiczne, jest także potrzebna Niemcom, Amerykanom, Rosjanom oraz przedstawicielom wszystkich narodów świata, aby ludzie mieli jakiś stały punkt odniesienia dla swoich wartości. Aby w chwilach okrutnych lub w chwilach zwątpienia wiedzieli, że na świecie pomimo zła, przemocy, wojen, okrucieństwa i mordu są ludzie tacy jak Irena Sendler, a człowiekiem takim może okazać się każdy. To jest ta wielka wartość jaką jest Irena Sendler dla świata – wartość nadziei.


Dzisiaj słyszymy niekiedy dywagacje na temat, ile prawdy jest w historii Ireny Sendler, ile faktów zatarł czas lub zmienił ich znaczenie. Czy Irena Sendler jako siedmioletnie dziecko znała, czy  nie znała Józefa Piłsudskiego, czy była w stanie sama uratować dwa i pół tysiąca dzieci, czy nadawanie znaczenia czynowi Sendlerowej nie jest odbieraniem zasług oraz powodu do chwały innym, współpracującym z nią ludziom (a było ich przecież wielu) itd. Osoby, historycy stawiający takie pytania zupełnie nie rozumieją tego co znacznie od nich wcześniej ludzie wrażliwi wydobyli jako istotne z historii bohaterki – przesłanie jej czynu. Dla każdego myślącego człowieka oczywistym jest, że „Jolanta” nie działała sama, nie działała ona w próżni. Jasne jest, że otaczał ją krąg ludzi dobrej woli, współpracowników od pewnego momentu wspieranych przez „Żegotę”, że wspomnienia sędziwego człowieka bywają obarczone nie tylko naturalnym subiektywizmem postrzegania własnego losu, ale i zatarciem biograficznych szczegółów w rzeczywistości zupełnie nieistotnych dla sensu oraz odbioru dzieła życia. Że w czasach dramatu wojny oraz w warunkach pełnej konspiracji nikt nie prowadził notatek lub innej dokumentacji, która dzisiaj dałaby historykom komfort badań. Historycy w swojej naukowej pasji rozdzielania włosa na czworo chcieliby dokonać vivisekcji człowieka, wtargnąć w jego życie nawet w tych sferach, które dla przesłania moralnego nie mają żadnego znaczenia. Chcieliby oni rozgrzebać intymne szczegóły życia bohatera chyba jedynie po to, aby zaspokoić swoją próżną ciekawość. Nazywają to docieraniem do prawdy. Robią to często nie bacząc na to, że wciąż żyją dzieci, wnuki czy inne osoby związane z historią życia bohaterki. Prawo „docierania do prawdy” niektórym ludziom wydaje się ważniejsze od uszanowania prywatnej sfery życia, która z historią nie ma nic wspólnego. Co bowiem może mieć do rzeczy jak układało się życie rodzinne bohaterki, jakie kłopoty emocjonalne przeżywała rodzina lub dzieci.  Na całe szczęście, okazuje się, że w tym wypadku nośny jest głos ludzi silnych pozytywnych emocji – uczniów, nauczyciela, pisarki, reżysera filmowego, a nie głos wyrobników nauki – usiłujących zamazać obraz postaci wielkiej nieistotnymi szczegółami z jej życia, które nikogo poza hermetycznym gronem historyków  nie interesują. Intuicja ludzi wrażliwych w tym wypadku jest znacznie czulszym sejsmometrem etycznych wartości postaci wielkiej. Łatwiej i od razu trafnie wydobywa ona sprawy istotne, niż wpatrzony z badawczą „lupę” naukowiec. Historyk dociekający detali  z życia bohatera być może dotrze do szczegółów, ale w ich powodzi zgubi rzeczy najważniejsze. Bo te na światło dzienne wydobędzie intuicja. Tak jak to nie nauka zło nazwie złem, a dobro dobrem. Nauka od tego nie jest. To nie jest jej magisterium.


Dziękujmy zatem losowi, że są uczennice i nauczyciel z Kansas, pisarka z Polski, filmowcy z Ameryki, gdyż bez nich Pani Ireny Sendler dla nas i dla świata po prostu by dzisiaj nie było – pamięć o Niej trwałaby jedyne tak krótko, jak pamięć osób blisko z Nią związanych. Wymienieni uratowali dla nas coś bardzo ważnego. Nie uczynił tego żaden historyk. Nie zrobiło tego "mędrca szkiełko i oko", ale zwyczajne, pełne pasji.... serca.


P.S. W 2008 roku Izba Reprezentantów Kongresu USA uchwaliła rezolucję upamiętniającą Irenę Sendler.

Aktualności


Nowe Projekty


Ostatnie pytania


Nowe artykuły

projekt i wykonanie by DWS
© wszystkie prawa zastrzeżone