Wtorek, 26 Wrzesień 2017
 

Z ostatnich dni




CADYKOWIE KALWARYJSCY

Tekst z Forum Żydów Polskich

 

R. Abraham Mordechaj Alter żartuje z fotografem, przybierając wobec kamery pozę boksera (ok. 1930)

...

 

Icie Majer Alter - Chiduszej ha RIM


Cadyk – pokazuje każdemu jego własną twarz. „Nie potrzebuję, żebyś mnie w czółko całował, tylko żebyś mną dobrze potrząsnął”1 – powiedział Icie Majer, komplementowany przez swojego mistrza za szczególnie mądrą wypowiedź. To powiedziawszy, opuścił Kozienice i tego mistrza. Zwolennikiem Magida z Kozienic (ur. 1733) był już ojciec Icie [(Icchak)] Majera, Izrael Rothenberg, rabin w Magnuszewie, ród swój wywodzący od Meira z Rothenburga2 (znakomity talmudysta żyjący w XIII w.). Magid z Kozienic wyswatał go z Chają Sarą, wychowującą się na jego dworze sierotą, potomkinią Natana Naty Spiry z Krakowa, wielkiego kabalisty. Syn, który się z tego związku urodził, Icie Majer, został pierwszym cadykiem z Góry Kalwarii. Kiedy w 1814 roku Magid zmarł, Icie Majer uznał nad sobą jego syna, Mojżesza Eliakuma Berię (1757–1828), którego wkrótce porzucił dla Symchy-Bunema z Przysuchy (ur. 1765). Wcześniej, w roku 1812, odbył się w Warszawie jego ślub z Fajgą, córką bogatego wekslarza Chalfona (właśc. Mojżesz ben Icchak Lipszyc). Miał ich zeswatać „Widzący” z Lublina” (ur. 1745), którego Chalfon był oddanym wyznawcą. Po ślubie młodzi przez trzy miesiące mieszkali na kozienickim dworze, potem przenieśli się do Warszawy, gdzie bogaty teść – cytuję Ignacego Schipera (Przyczynki do dziejów chasydyzmu w Polsce) – „[...] otworzył mu na Pradze przy ulicy skład sukna. Handlem jednak zajmowała się jego żona, a on sam cały czas poświęcał studiom”3 .

Cadykowie z dynastii Ger (tak po żydowsku nazywa się Góra Kalwaria) utrzymywali się z pracy rąk własnych, to znaczy z pracy rąk swoich żon i z wchodzenia w spółki z chasydzkimi kupcami, nie przyjmując pidjonów, czyli „okupów za duszę”, z którymi przyjeżdżali do nich wyznawcy. Avraham Bromberg (Rebbes of Ger. Sfas Emes and Imrei Emes) podaje anegdotę, jak to żona przychodzi do Lejbele, lamentując: „Syn nam choruje”. Lejbele, wnuk Icie Majera wnuk i trzeci cadyk z dynastii, któremu kilkoro dzieci już zmarło, pyta: „A brałaś ty jakieś pieniądze od chasydów?”. „Na zakupy mi brakło, to wzięłam pięć rubli od Naftalego Ungara”. „Oddaj natychmiast, a nasz syn z bożą Bożą pomocą ocaleje” – odrzekł cadyk4 .

Ignacy Schiper twierdzi, że Icie Majer osiadł na stałe w Warszawie przed rokiem 1826. W roku 1827 pisał bowiem do warszawskiego magistratu: „Utrzymywałem w roku zeszłym [tj. 1826] bóżnicę, czyli dom modlitwy dla Starozakonnych, przy ulicy Grzybowskiej nr 1027” 5. Na początku jednak, po ślubie, który odbył się trzy lata po bar micwie6 Icie Majera, czyli około 1798 roku według jednych źródeł albo nawet kilkanaście lat później według innych, i po krótkim okresie kozienickim pojawił się Icie Majer w Warszawie, gdzie – wiadomość wyjęta z Bromberga – „modlił się w sztiblu7 chasydów kozienickich i z nimi czasem jeździł do Magida”8 . Wynika z tego, że musiał rezydować w Warszawie przed rokiem 1814, kiedy Magid zmarł.

Po zerwaniu z jego synem, – jak już powiedziałam – związał się z dworem w Przysusze, do którego (informacja z Megiles Ger) pielgrzymował siedemnaście razy9 . Po roku 1815, kiedy zmarł też „Widzący” z Lublina”, Przysucha stała się centrum nauki chasydzkiej o wielkim znaczeniu. Do uczniów Symchy-Bunema należeli, prócz Icie Majera, młodzi luminarze: Icchak Kalisz (1779–1848) i Menachem Mendel Morgenstern (ur. 1787), którzy później ustanowili swoje dwory w Warce i Kocku, tworząc, jak to określa Ignacy Schiper, „trzecią generację cadyków centralnopolskich”.

Na przysuskim dworze Icie Majer szybko okazał się jednym z najzdolniejszych uczniów Symchy-Bunema. Towarzyszył swemu mistrzowi na weselu w Uściługu, gdzie inni cadykowie, krzywym okiem patrzący na radykalnie krytyczne, anarchistyczne poglądy Symchy-Bunema, chcieli go wykląć. Na zaślubiny wnuka Michaela ze Złoczowa z wnuczką Mordechaja z Nieświeża zjechało do Uściługu czterdziestu najwybitniejszych cadyków. Poza tym, że dwa zaszczytne rody miały związać się powinowactwem – co każdy chciał zobaczyć na własne oczy – sprowadzała ich jeszcze jedna sprawa: anarchia Symchy-Bunema z Przysuchy, który „[...] o mężach świątobliwych wyraża się z naśmieszką, z amuletów kpi, a nawet nie ceni udzielanej przez cadyków pomocy w świecie doczesnym”10 . W tej sprawie miał teraz zapaść wyrok. Mojżesz z Kozienic, Majer z Opatowa, Kalonymus Kalman z Krakowa i wielu innych uczonych chcą wykląć Symchę-Bunema w obecności Abrahama Szyi Heszla z Opatowa (1748-. 55–1825), najwyższego latami, którego autorytet znają wszyscy. Sąd wysłuchuje relacji świadków. Obrońcami Symchy-Bunema są jego uczniowie: Icie Majer z Góry Kalwarii i Issachar Dow Ber z Radoszyc (1765–1843). Cadyk opatowski pod wpływem ich subtelnej argumentacji, a zwłaszcza pod wpływem słów Icie Majera, odrzuca oskarżenie. O Icie Majerze mówi: „Ten młodzieniec jest w randze szabatu, z niego pozostałe dni tygodnia czerpią moc”11.

Poszukiwanie prawdy, bezwzględna szczerość wobec siebie, niepodległość wszelkim iluzjom i zewnętrznym czynnikom – tak można streścić filary, na których opierała się szkoła przysuska. „W poszukiwaniu prawdziwości, powiada Symcha-Bunem, trzeba ustawicznie analizować swoje postępowanie, prześwietlając intencje, które nami kierują”12. Wrogiem prawdy (w świecie religijnym) jest udawana pobożność. Wszelki pozór blokuje człowiekowi drogę do bycia tym, kim jest naprawdę. Dlatego w dążeniu do autentyczności człowiek musi wziąć pod lupę swoje intencje – co nim powoduje: pycha, strach, konformizm, chęć zdobycia uznania – by odkryć swój prawdziwy skarb, który kryje się w mroku jego własnego „ego”. Skoro jednak człowiek osiągnie już stan prawdy, wszystko inne przestaje być dla niego ważne; znając prawdę o sobie, nie szuka potwierdzenia swojej wartości u innych ludzi. Mawiano w Przysusze, że „naśladownictwo jest pocałunkiem śmierci, a pusta rutyna – samą śmiercią”13. Człowiek, jeśli nie jest w swym działaniu wytrwały i konsekwentny, znaczy to, że nie jest autentyczny. Bycie prawdziwym to świadomość własnych zalet i wad, swoich zdolności i ograniczeń. Ta nauka streszcza się w znanej opowieści, jak to Symcha-Bunem powiedział do swoich uczniów: „Każdy z nas powinien mieć dwie kieszenie i w razie potrzeby sięgać do jednej albo do drugiej; w prawej kieszeni leżą słowa «Dla mnie stworzono świat»14 (Sanhedryn 37), a w lewej: «Jestem prochem i pyłem» (Rdz 18:27)”15. Bóg stworzył każdego człowieka jako byt odrębny – aby był sobą, a nie kim innym. „Nie przyda to chwały Niebu – mawiał Symcha-Bunem – gdybym chciał być jak Abraham, nasz stary ojciec. Zadanie Bunema – być Bunemem”16. Co zaś do czystości intencji, przytacza taką historię: to rabin Michael Rosen (The Quest for Authenticity. The Thought of reb Simahah Bunim) „Awnej Nezer” (zięć cadyka kockiego) zapytany przez swojego syna, dlaczego Icie Majer z Góry Kalwarii i inni wybitni uczeni nie powstrzymali cadyka z Izbicy przed ostatecznym zerwaniem z Kockiem (w 1839 r. roku Mordechaj Josef Leiner opuścił swego nauczyciela i założył własny dwór w Izbicy), odpowiedział: „Bo nie byli pewni, czy działaliby powodowani czystą intencją, czy tylko zazdrością”17 .

W Warszawie Icie Majer był w zażyłych stosunkach z misnagdami18, m.in. z nadrabinem warszawskim Salomonem Zalmanem Lipszycem, a także z wybitnymi osobistościami, które Lipszyca miały zastąpić w warszawskim rabinacie: Dow Berem Meiselsem i Jakubem Gesundheitem. W początkowym okresie jednak częściej przebywał w Przysusze – znany tam jako Icie Majer Warszewer – Warszawę traktując jako chwilową przystań. Lecz kiedy przyjeżdżał do miasta, dom jego był wręcz oblegany przez tuzów nauki talmudowej, misnagdów i chasydów. O swoim mistrzu mawiał: „Do Przysuchy chasydyzm był komentarzem do Baal Szem Towa, od Przysuchy jest chasydyzm komentarzem do Przysuchy”19.

Kiedy Symcha-Bunem zmarł, w roku 1827, liczni widzieli Icie Majera w roli jego następcy. Ten jednak zrzekł się korony na rzecz Menachema Mendla Tomaszowera, który w 1828 roku założył dwór w Kocku. Cadyk z Kocka i Icie Majer byli złączeni więzami powinowactwa; obaj bowiem poślubili córki wekslarza Chalfona. Trzydzieści lat był Icie Majer wiernym uczniem tego cadyka. U kresu swych dni powiedział: „Prawda była u niego jak język ognia”. Chasydzi opowiadają również, że Icie Majer, kiedy spostrzegł, iż w gronie odwiedzających Kock zabrakło Chanacha Heinicha (uczyli się razem u Symchy-Bunema), napisał do niego list: „Jak na Synaju otrzymaliśmy Torę wśród zjawisk cudownych, taki i tu, w Kocku, wśród grzmotów i błyskawic przyjmujemy co dzień Boże objawienie. Przybywaj co rychlej”. Dodam w tym miejscu, że cadyk kocki co roku, w przeddzień święta Pesach20, palił swoje manuskrypty w ogniu jako rzecz nieczystą, będącą wytworem jego wybujałego „ego”. Kiedy Icie Majer ukończył objaśnienie do kodeksu Choszen Miszpat, pokazał rękopis swojemu mistrzowi, którego darzył niewzruszoną czcią. Menachem Mendel, przejrzawszy manuskrypt, wyraził obawę, że jeśli zostanie on opublikowany, nikt już nie będzie sięgał do źródła, opierając się na opiniodawczym dziele Icie Majera. Nie myśląc długo, Icie Majer wziął swój rękopis, nad którym pracował długie lata, i rzucił go w ogień. Patrząc na znikające w płomieniach kartki, rzekł: „Dobrze jest słuchać słów mistrza”.

Wyczytałam u rabina Meira Szwarcmana (Wi chsides hot bazigt dos lomdisze Warsze), że po śmierci Menachema Mendla z Kocka, w roku 1859, Icie Majer zamierzał udać się do Lubawicza, by zostać uczniem tamtejszego cadyka21. Wcześniej, podczas pogrzebu swojej matki, lamentował: „Wybacz, mamo! Nie ja winien, że ludzie omyłkowo biorą mnie za uczonego męża. Teraz, kiedy odchodzisz na tamten świat, proszę cię, powiedz, żem prosty Żyd!”22. Długo ociągał się Icie Majer z przejęciem schedy po cadyku z Kocka, którego uważał za „anioła Pana Zastępów”. Przekonali go dopiero szturmujący do jego domu uczeni mężowie, chasydzi i misnagdzi, którzy od dawna widzieli w Icie Majerze swojego kierownika i przewodnika duchowego. Gdy się w końcu poddał (chasydzi mieli wedrzeć się do jego domu siłą), przywołał przykład króla Dawida, który – mówił Icie Majer – chciał iść gdzie indziej, a nogi same niosły go do Świątyni. „Ze mną, widać, jest podobnie. Chciałem życie prowadzić zwyczajne, lecz powołano mnie do tego, bym służył ogółowi”23. Icie Majer zapowiedział, że jako następca swoich mistrzów będzie podążał własną drogą. „Symcha- Bunem kierował się miłosierdziem, Menachem Mendel sprawiedliwością, a ja będę się kierować Torą” – rzekł24.

Rabin Dow Ber Meisels, dowiedziawszy się, że Icie Majer buduje swoją siedzibę i dom modlitwy – (stoi do dziś – przy ulicy Żelaznej 57 w Warszawie), w nieżydowskiej części miasta, powiedział: „Twierdza musi znajdować się poza murami”. Istotnie, warszawska siedziba Icie Majera na dziesięciolecia stała się twierdzą tradycyjnego żydostwa. W wielu sprawach Icie Majer współpracował z Icchakiem Kaliszem z Warki, który „instancjonował” w ważnych dla Żydów sprawach, jak zakaz noszenia tradycyjnego ubrania i pejsów. Gdy w 1851 roku rosyjski namiestnik Królestwa Polskiego, feldmarszałek Iwan Paskiewicz, wydał dekret uchybiający żydowskiej tradycji, Icie Majer, nieugięty w sprawach wiary, wezwał do zbojkotowania nowych zarządzeń, za co został aresztowany. Tak pisze o tym Aleksander Klugman (Odkupiciel z Góry Kalwarii): „Kilka godzin po aresztowaniu Altera przez rosyjskich żandarmów, przed siedzibą Paskiewicza odbyła się – dwadzieścia lat po krwawym stłumieniu powstania listopadowego – masowa modlitwa wielu tysięcy Żydów, w długich czarnych kapotach i z rozwianymi przez wiatr pejsami, którzy prosili Wiekuistego, aby zmiękczył serce władcy, uwolnił aresztowanego cadyka i anulował straszne zarządzenie. Namiestnik Królestwa Polskiego był tak zdumiony i zaskoczony tą demonstracją, że kazał przyprowadzić przed swoje oblicze kilku prowodyrów, by z pierwszej ręki dowiedzieć się, co im daje taką śmiałość i odwagę. Jeden z najstarszych chasydów, występując przed Paskiewiczem, tłumaczył, że oni – niech Bóg uchowa – nie protestują przeciwko zarządzeniu władz, bo jakże by śmieli, oni tylko modlą się i błagają Wiekuistego o przekonanie Jego Książęcej Wysokości, aby uwolnił aresztowanego cadyka i anulował krzywdzące Żydów zarządzenie. «A my głęboko wierzymy, że jeśli Pan Bóg poprosi go o to, to z całą pewnością Jego Wysokość nie odmówi Mu» – tłumaczył chasyd. I ku zdumieniu doradców Paskiewicza oraz radości Żydów rabin Icchak Meir Alter jeszcze tego samego dnia wrócił z więzienia do swego domu, a zakaz noszenia pejsów został anulowany”25.

Po wyjściu z aresztu Icie Majer przez krótki czas mieszkał w Nowym Dworze Mazowieckim, skąd przed świętem Pesach wrócił do Warszawy. Wtedy też zmienił nazwisko z Rothenberg na Alter, chcąc lepiej ukryć się przed władzami carskimi26 (co do tej daty nie ma jednak zgodności – są źródła, które zmianę nazwiska umieszczają wcześniej).

W 1840 roku wszedł Icie Majer, jako pierwszy chasyd, w skład warszawskiego Dozoru Bóżniczego, a rok później razem z Chaimem Dawidsohnem27 (od 1840 roku naczelny rabin Warszawy) był sygnatariuszem manifestu wzywającego Żydów do osiedlania się w Ziemi Świętej. Razem z Icchakiem Kaliszem z Warki podejmował sir Mosesa Montefiore28 podczas jego wizyty w Warszawie w roku 1846. Montefiore, filantrop, najbardziej wpływowy Żyd w Imperium Brytyjskim, zakładał przedsiębiorstwa i instytucje społeczne w Ziemi Świętej, mające sprzyjać żydowskiemu osadnictwu.

Umiłowanie Ziemi Świętej, praca na rzecz społeczności, dążenie do prawdy i jak najlepsze wykorzystanie danego każdemu czasu – to naczelne hasła Icie Majera, który do historii chasydyzmu przeszedł jako Chiduszej haRIM – od tytułu swojego największego, a wydanego pośmiertnie dzieła pt. Nowele rabiego Icchaka Majera. Czy taki był tytuł oryginału?

Powyższe zasady, stanowiące podstawę nauczania Icie Majera przedstawił Josef Opatoszu w opowiadaniu Jom haDin (Dzień Sądu)29, którego bohaterem uczynił niejakiego Pirzyca, bogatego liweranta z ulicy Przejazd w Warszawie i „dozora” w gminie żydowskiej. W wigilię święta sięga Pirzyc do szuflady po list, który do jego dziadka napisał Icie Majer. „List był po żydowsku. Pięćdziesiąt lat temu, kilka dni przed Jom Kipur, Icie Majer napisał ten list. Pirzyc patrzył na wyblakłe litery, na postrzępiony papier i po raz setny jął czytać ten list z zaśpiewem, jaki towarzyszy studiowaniu kabały: Im ejn ani li, mi li? [Jeśli nie ja dla siebie, kto dla mnie?]. Jeśli ja nie wykonam swojego zadania, kto zrobi to za mnie? Każdy swoją pracę musi wykonać samodzielnie. Im lo achszaw, ejmosaj? [Jeśli nie teraz, to kiedy?]. Pytam zatem, kiedy jest to «'teraz»'?”30. Dalej cadyk pisał, że taka chwila jak obecnie jest pierwszą od stworzenia świata i drugiej takiej nie będzie. Przeszłość odeszła, a jeszcze nie nadeszła przyszłość. Jest tylko ta odrobina „teraz”. A w każdej następnej odrobinie „teraz” jest praca, którą należy wykonać właśnie w danym momencie. I nie wolno oddzielać się od społeczności. Kto jest z ogółem, ten od ogółu czerpie. Bo może korzystać z „teraz” należącego do każdego innego, jeśli ten w swoim „teraz” uczynił coś dobrego. Albowiem: Ke-sze-ani le-ami, mi li? (Jeśli nie ja dla ludu, kto dla mnie?). Nie można być samolubem. W liście od cadyka Pirzyc przeczytał też, że człowiek jest tam, gdzie jego myśli. Jeśli zgrzeszył i myśli o tym bez przerwy, to jakby cały czas nurzał się w tym grzechu. Pisze o tym Martin Buber (Droga człowieka): „W swoim kazaniu na Dzień Pojednania Icie Majer przestrzegał przed samoudręczaniem się, mówiąc: «Kto źle postąpił i mówi o tym, i myśli o tym przez cały czas, ten nie wypala ze swoich myśli niegodziwości, którą popełnił. A że cokolwiek się myśli, tym się jest – albowiem cała dusza człowieka zawiera się w jego myślach – zatem człowiek w niegodziwości pozostaje. Z całą pewnością nie będzie on zadowolony z dokonania zwrotu, bo jego dusza staje się coraz bardziej chropawa, a serce zatwardziałe. A jakby tego było mało, może go jeszcze ogarnąć przygnębienie. Co można poradzić? Czy się gnój odgarnie w tę, czy w tamtą stronę, zawsze pozostanie gnojem. Zgrzeszyłem czy nie zgrzeszyłem – cóż to daje Niebu? Dokładnie wtedy, gdy nad tym rozmyślam, powinienem raczej nawlekać sznury pereł Niebu ku rozkoszy! Dlatego zostało napisane: Porzuć zło i czyń dobro – odwróć się całkowicie od złego, nie zatrzymuj się nad nim, i czyń dobro. Źle postąpiłeś? Możesz zadośćuczynić przez czynienie dobrze»”.

Na trzy pokolenia Góra Kalwaria – po żydowsku: Ger – stała się chasydzką metropolią o największej sile oddziaływania. Odtąd listy adresowało się: „Warszawa koło Góry Kalwarii”. W Górze Kalwarii rzeczka Cedron, jak dawniej, płynie u stóp skarpy wiślanej, a wzgórze w południowej części miasta dalej nazywa się Syjon. Kiedy w XVIII w. biskup Wierzbowski zapragnął stworzyć Nową Jerozolimę, na głównej ulicy Góry Kalwarii rozsypano proch z Ziemi Świętej. Sto lat później Góra Kalwaria stała się Nową Jerozolimą także dla Żydów.

 

Jehuda Arie Lejb Alter – Sfas Emes



Abraham Mordechaj był jedynym synem Icie Majera, który dał mu wnuka. Z trzynastu synów wszyscy mu zmarli. Gdy i Mordechaj Abraham odszedł do wieczności, Icie Majer powiedział do żony: „Nie rozpaczaj, matko, bo co ludzie powiedzą? Niech widzą, że nawet takie nieszczęście nie złamie człowieka, który pokłada ufność w Bogu”31 .

Abraham Mordechaj miał około trzydziestu lat (drugą żonę i cztery córki), kiedy złożyła go choroba. Przyszedł do niego ojciec i powiedział: „U-wacharta ba-chajim”. Że to jest człowiekowi przykazane: „Wybierz życie!” 32 (Pwt 30:19). „Syn ci się urodzi, obiecuję, żebyś «'żył ty i twoje potomstwo»'”. I stało się, jak obiecał Icie Majer. Za rok – we wtorek, 29 dnia miesiąca nisan33 , to jest w wigilię nowego miesiąca ijar34 roku 5607 (1847) – urodził się Abrahamowi Mordechajowi syn, którego nazwał Jehuda Lejbusz.

Wychowywał go dziadek od wieku lat ośmiu, kiedy to Abraham Mordechaj, w roku 1855, zmarł. Icie Majer kształtował jego charakter od maleńkości, co Lejbele wspominał tak: „Kiedy dziadek usłyszał, że nie lubię kaszy, kazał mamie karmić mnie wyłącznie kaszą przez czterdzieści dni. Od tamtej pory jem kaszę”35. Icie Majer zgodził się na nauczyciela na następujących warunkach: 1) będzie wnuka budził o świtaniu; 2) co dzień będzie go uczył czegoś nowego; 3) nauka będzie trwała osiemnaście godzin dziennie. Nietrudno było nauczycielowi wywiązać się z umowy, bo każdego ranka Lejbele czekał już na niego z książką w ręce. Na progu starości, kiedy zdrowie miał słabe, przyznał Lejbele, że to z powodu niedojadania i niedosypiania w młodości. „Sypiałem po dwie godziny na dobę, ale nie żałuję. Żal mi tylko, że nie jadłem, ile trzeba”36. Że podobny tryb życia skracał świątobliwym czas przebywania na tym świecie, zaświadcza również Ita Kalisz (Cadykowy dwór niegdyś w Polsce), pisząc o śmierci swojego wujka Dawida w dwudziestym dziewiątym roku życia: „Na chwilę przed wydaniem ostatniego tchnienia przywołał mojego ojca i powiedział mu: «'Jeśli Najwyższy żyć mi pozwoli, przyrzekam od dziś modlić się wcześnie i wcześnie jeść»'. Wujek Dawid bowiem zwykł siedzieć w pełnym rynsztunku, w tałesie37 i z tefilin38, i modlić się do późnego popołudnia, czasami aż do nocy, mimo pretensji ukochanej jego żony i mimo zezwolenia, którego z mocy prawa udzielił mu brat, cadyk, że przed modlitwą może «co nieco» przekąsić. Istotnie więc, jego słowa ostatnie w końcowych minutach życia były: modlić się wcześnie i wcześnie jeść39.

Dzień wypełniony nauką mieli nie tylko synowie i wnuki cadyka, ale też wszyscy młodzi ludzie, którzy studiowali w jego uczelni. A dodać trzeba, że w okresie międzywojennym dynastia z Góry Kalwarii miała 100 tys. zwolenników, liczebnością mogąc konkurować tylko z wyznawcami cadyka aleksandrowskiego. W Górze Kalwarii mieszkał przez II wojną światową Chaim Baruch Szternszus i tego okresu dotyczy jego wspomnienie (Megiles Ger):

„Z latami nauki w jeszywie40 wiążą się najpiękniejsze moje wspomnienia z dzieciństwa i młodości, które pomogły mi sprostać wszystkim życiowym próbom, jak również ukształtowały mój charakter i wiarę w człowieka. Jest to niezapomniany obraz moich rodziców, niech spoczywają w pokoju, którzy wstawali razem ze mną, o godzinie czwartej rano, i robili mi śniadanie. Jak tylko wstałem z łóżka, mama już szykowała mi szklankę gorącego mleka i kilka pajdek chleba, a tata siadał koło mnie i patrzył do książki. Modlił się zwykle z pierwszym minjanem41, ale dopiero dwie godziny później. Ile ja się naprosiłem, zarzekając się, że tę szklankę mleka sam mogę sobie podgrzać – nie poskutkowało. «Chaimku – mówił z uśmiechem ojciec – pozwól nam zrobić dobry uczynek; odprowadzanie do szkoły liczy się tak samo, jakby człowiek sam siedział przy nauce». […] Po lekcjach powtarzało się to samo. Jak późno bym nie wrócił, o dziesiątej, jedenastej czy nawet o dwunastej, rodzice nie spali. Na kuchni palił się ogień, a na mnie czekał przygotowany przez mamę ciepły posiłek. Ojciec często przychodził w ciągu dnia do bejt ha-midraszu42 i przynosił «dobre rzeczy», które posyłała mama. A mówił mi tak: «Chaimku, mama posyła ci ciepły placuszek z kawałkiem sera»... Tata chciał, żeby i ona miała swój udział w tym zbożnym uczynku – w tym znaczeniu, że nie jest on jedynym, który się o mnie troszczy, tylko: «mama ci to posyła»...”43.

Lejbele podróżował z dziadkiem do Kocka, do Menachema Mendla, który widział w nim „cudowne dziecko”. Chasydzi opowiadają, że to cudowne dziecko podsłuchało razu pewnego, jak cadyka żona skarży się posługaczowi: „Wszystko ginie w tym domu!”. „Jak ma nie ginąć, łaskawa pani, skoro tu wszystko pod ręką!”. Na to odezwał się cadyk kocki, który wszystko słyszał ze swojego pokoju: „Przecież jest napisane: Nie kradnij!”. Muszę w tym miejscu dodać, że za kradzież największą uważał Menachem Mendel okradanie człowieka przez samego siebie: z czasu, z możliwości, z własnego potencjału.

W roku 1859 cadyk kocki zmarł. Icie Majer, wbrew oczekiwaniom kockich chasydów, nie chciał objąć po nim schedy. Opierał się. Rabin Meir Szwarcman, który pisał o tym w wydawanej w Toronto gazecie „Jidiszer Żurnal” (1962), sugerował, że Icie Majer chciał nawet uznać przywództwo cadyka lubawickiego. „Nie mogę przewodzić chasydom, póki mam jeszcze od kogo się uczyć”. W końcu jednak uległ namowom i godność cadyka przyjął, ustanawiając swój dwór w Górze Kalwarii, gdzie przejął po ojcu urząd rabina. Przez siedem lat był Icie Majer cadykiem i w tym krótkim czasie, dzięki niezwykłej charyzmie, skupił wokół siebie rzesze wyznawców. Poszukał też dobrej partii dla swojego trzynastoletniego wnuka. Ślub z córką Judla (Jehudy) Kaminera z Chęcin odbył się dwa lata później, a oblubieniec – za radą dziadka – zaczął wtedy używać imion Arie Lejb. Teść, którego Lejbele był dotąd imiennikiem, wywodził swój ród od Barucha Teomim Fraenkla (1760–1828, zw. „Baruch Taam” od tytułu jego dzieła; znanego rabina, autorytetu w dziedzinie prawa żydowskiego). Po ślubie Arie Lejb przez pewien czas studiował u sądeckiego cadyka Chaima Halberstama (ten z kolei był zięciem Barucha Teomim Fraenkla), a później kontynuował naukę w Górze Kalwarii, pod okiem swojego dziadka.

Mimo całej swojej wiedzy Arie Lejb nie uważał, by osiągnął duchowy poziom opisany w Pirkej Awot (sentencje ojców)44 (3:12): „U kogo dobre uczynki górują nad jego mądrością, tego mądrość się ostoi”. Unikał kontaktu ze światem zewnętrznym, nie chcąc, by osoby postronne wzięły go za kogoś lepszego, niż jest naprawdę. Nie skończył jeszcze dwudziestu lat, gdy pisał o tym w liście do przyjaciela: „Dla tej przyczyny trudno mi pisać i rozmawiać nawet z najbliższymi, bo każdy przypuszcza, że jego przyjaciel osiągnął taki stopień w służbie Bożej, który odpowiada jego wiedzy; i nawet jeśli wie, że nie dotyczy to jego samego, to skłonny jest przypuszczać, że jest to prawdą w przypadku jego przyjaciela. I cóż ja mogę z tym zrobić? Jeśli będę głosił swój pogląd w tej sprawie, ludzie nie tylko nie zwrócą na to uwagi, ale jeszcze pomyślą, że tak właśnie być powinno: że mądrość powinna wziąć górę nad dobrymi uczynkami – co właśnie wprawia mnie w taką irytację. Pomóż mi, Boże!”.

W 1866 roku Icie Majer zmarł. Nim jego ciało złożono w grobie, przybyła do Arie Lejba delegacja włodarzy gminy żydowskiej z pismem powołującym go na urząd rabina w Górze Kalwarii. Na dokumencie swój podpis złożył Menachem Mendel Kalisz z Warki, przybyły na pogrzeb następca Icchaka Kalisza. Naciskali również chasydzi, żądając, by syn i wnuk cadyków został ich duchowym przewodnikiem. Niespełna dwudziestoletni Arie Lejb prosił o radę przyjaciela swej duszy („Pomóż, bom został nagi. Korona mojej głowy – rozkosz mego serca, mój dziadek i mistrz – spadła”45.). Razem z chasydami swojego ojca uznał przywództwo Chanacha Henicha ka-Kohena Lewina (ur. 1798 roku), ucznia Symchy-Bunema z Przysuchy, późniejszego założyciela dynastii aleksandrowskiej (od Aleksandrowa Łódzkiego, gdzie osiadł). Co rok jeździł Arie Lejb do Aleksandrowa na szabat poprzedzający Rosz ha-Szana46, a Jechiel Fiszel, syn cadyka, biegał po niego na dworzec. Zdarzyło się pewnego razu, że Arie Lejb nie przyjechał ani pierwszym, ani następnym pociągiem. „Po co mnie wysyłasz po raz trzeci? – pytał ojca. – Czy on sam nie umie trafić?”. Na to Chanach Henich replikował, cytując rozmowę, jaką po śmierci ostatniego syna miał Icie Majer z cadykiem kockim. Żalił się wtedy, że niebo nie miało dla niego dosyć łaskawości – jak jest powiedziane: „A łaskawość Pańska na wieki wobec Jego czcicieli”47 (Ps 103:17). „Widać, nie miałem w sobie bojaźni Boga” – rzekł Icie Majer. „A Jego sprawiedliwość nad synami synów” – dokończył cytowany wers Menachem Mendel z Kocka. Jechiel Fiszel zrozumiał aluzję i pędem pobiegł na dworzec po „syna synów”. Przy jakiejś okazji Chanach Heinich i Arie Lejb rozmawiali o istocie nauki chasydzkiej. „Mają iść w parze serce z rozumem” – przedstawił swoją wykładnię Arie Lejb. Był pod tym względem wiernym uczniem Kocka.

Po czterech latach od śmierci ojca, w roku 1870, wstąpił Arie Lejb na stolec cadykowski w Górze Kalwarii. W święta Szawuot48 tegoż roku jeszcze się opierał, lecz mając wsparcie cadyka strykowskiego Abrahama Rabinowicza (tego samego, który namówił go do wizyty w Aleksandrowie), w Rosz ha-Szana wygłosił już duchową naukę w obecności chasydów. Szybko Góra Kalwaria stała się na najbardziej wpływowym ośrodkiem chasydzkim w Królestwie Polskim i jednym z najsilniejszych w kraju. Gdy jednak przychodził ktoś do nowego cadyka – po Icie Majerze i Chanochu Heinichu trzeciego z dynastii – Arie Lejb mawiał: „Nie trzeba być cadykiem, żeby komuś pomóc. Trzeba tylko umieć przeżywać z nim jego ból”.

Plan dnia na cadykowym dworze był następujący: o godzinie szóstej rano wchodził posługacz ze szklanką herbaty; następnie wykład do czasu porannej modlitwy (tylko w szabat i święta cadyk modlił się wspólnie z chasydami, ale po czytaniu z Tory wracał na modlitwę dodatkową – musaf – do swoich pokojów prywatnych); modlitwa poranna kończyła się w dzień powszedni o godzinie dziewiątej trzydzieści; od tego czasu przez półtorej godziny cadyk przyjmował petentów z prośbami, a później od godziny jedenastej do pierwszej po południu znów wykładał; po drugim wykładzie jadł lekki obiad i udawał się na odpoczynek; potem był wykład do czasu modlitwy popołudniowej i studia indywidualne, które trwały do późnej nocy.

Mawiał Arie Lejb, że nikomu nie wolno twierdzić, że ma jedynie tyle sił, ile sam potrzebuje. „Im więcej przekazuję innym, tym więcej sam posiadam. Jeśli to, czym dysponuję, chcę zachować wyłącznie dla siebie, w końcu stracę wszystko”. Stąd jego dążenie, by jak najwięcej nauczać. Czytamy (Wj 6:12): „Mojżesz wymawiał się przed Panem, mówiąc: Jeśli Izrael nie chce mnie słuchać, jak faraon będzie słuchać mnie, któremu mówienie sprawia trudność?”49. Jeśli nikt nie chcę cię słuchać – interpretował ten wers cadyk z Góry Kalwarii – tracisz zdolność mówienia. Siła Mojżesza bierze się od słuchających. Jeśli oni go posłuchają, posłucha też faraon.

W 1901 roku zmarła żona cadyka. Arie Lejb ożenił się powtórnie, biorąc sobie owdowiałą córkę cadyka Barucha Halberstama z Gorlic (syn cadyka sądeckiego). Z pierwszego małżeństwa miał dziesięcioro dzieci, z których czwórka zmarła w dzieciństwie. Zostawił po sobie czterech synów i dwie córki oraz monumentalne dzieło Sfas Emes (Język Prawdy, Piotrków Trybunalski-Kraków 1905-1908) – i pod takim imieniem przeszedł do historii chasydyzmu.

Kiedy Arie Lejb Alter zmarł, w roku 1905, chasydzi powtarzali: „Nasz rebe nie miał długiego życia, ale dni jego były długie”...

 

Abraham Mordechaj Alter – Imrej Emes



R. Abraham Mordechaj Alter ze swoją "świtą"  (ok. 1930)

 

W każdym człowieku jest przynajmniej jedna dobra cecha, na której może on budować swój charakter. Każdy człowiek ma na tym świecie jakąś rzecz do naprawienia, ale skłonność do złego w tej właśnie sprawie stawia mu największe przeszkody. Tak Abraham Mordechaj interpretował wers „Wystrzegam się nieprawości mojej”50 (II Sm 22:24). Prosił król Dawid: „Strzeż mnie od bezeceństwa mojego, żebym był czujny na podszepty złej skłonności, która mi staje na drodze, ilekroć dążę do naprawienia tej przewiny, która jest wyłącznie moja. Jam ją uczynił i ja muszę ją naprawić. Nikt inny tego za mnie nie zrobi”51 .

Urodził się 7 dnia miesiąca tewet52 , w roku 1866 roku jako pierworodny syn Arie Lejba. Poród był skomplikowany i – zapewniają chasydzi – tylko dzięki modlitwie Icie Majera matka i dziecko zostali przy życiu. Życzeniem jego serca było doczekać czwartej generacji rodu Alterów, lecz syn jego, Arie Lejb, przez trzy lata po ślubie nie spłodził męskiego potomka. Zdarzyło się w pierwszą noc Chanuki53 – wtedy cadyk gromadził wkoło siebie wnuków i rozdawał „chanukowe pieniądze” – że Arie Lejb nie wyciągnął ręki po prezent. „Dziadku, mnie nie potrzeba”. „Bierz, syn ci się urodzi, to mu dasz”. I tak się stało. Jochewed Rywka stała się brzemienna, lecz ku strapieniu jej osiemnastoletniego męża lekarze orzekli, że ciąża zagraża jej życiu – i zalecili aborcję. Icie Majer, mając na uwadze, co jest powiedziane u Józefie: „i doczekał się prawnuków”54 (Rdz 50:23), nie tracił nadziei, a tylko zakazał kontaktów z lekarzami. Kiedy nadeszło rozwiązanie i Jochwed Rywka wiła się w boleściach, akuszerka, zanim uciekła, kazała wołać lekarza. Dwa dni jeszcze cierpiała położnica, a na trzeci dzień rano jej matka i teściowa wpadły do gabinetu Icie Majera, płacząc i zawodząc: „Ona i dziecko umrą!”. Na to rzekł cadyk: „Ja porannych modlitw nie rozpocznę, aż z nieba przyjdzie pomoc”. Dwie godziny później rozległy się we dworze radosne okrzyki: „Mazl tow!”. Urodziło się dziecko płci męskiej, któremu Arie Lejb dał imię po swoim przedwcześnie zmarłym ojcu: Abraham Mordechaj.

Kilka tygodni później, 23 dnia miesiąca adar55, Icie Majer zmarł. Przez cztery kolejne lata, jak już wiemy, chasydzi z Góry Kalwarii, z Arie Lejbem na czele, pielgrzymowali do cadyka aleksandrowskiego, który w swym nauczaniu skupił idee nabyte w Przysusze, Kocku i Górze Kalwarii (był uczniem Icie Majera Altera). Kiedy cadyk aleksandrowski zmarł, w 1870 roku chasydzi wynieśli na tron Arie Lejba. Miał on wtedy dwadzieścia trzy lata. W roku 1881 roku zadzierzgnął powinowactwo z Noachem Szachorem z Białej Podlaskiej, wyższym zaszczytami chasydem, poprzez ożenek swojego pierworodnego z jego córką Chają Radą. Pozostając na utrzymaniu teścia, zgłębiał Abraham Mordechaj „ocean nauki talmudowej”, a także poznał odwiedzających Białą Podlaską cadyków i luminarzy żydowskich, m.in. Gerszona Henocha Leinera z Radzynia Podlaskiego (wywołał ogromne poruszenie w świecie chasydzkim, wprowadzając błękitną nitkę do frędzli cicit56) oraz Chaima Berlina, naczelnego rabina Moskwy (ożenił się z siostrą Noacha Szabora), który był synem Naftalego Cwi Jehudy Berlina, zw. Neciw, wybitnego talmudysty i przełożonego jesziwy w Wołożynie.

Zanim w 1905 roku przyjął godność cadyka, Abraham Mordechaj zasłynął jako erudyta, który nauczył się pisać też lewą ręką, bo – jak wyjaśnił – „musi udzielać odpowiedzi i na poziomie praktycznym, i akademickim”... ”57. Drżeniem przejęły go słowa, jakie przeczytał w Księdze Rodzaju (44:34): „Nie chciałbym patrzeć na nieszczęście mego ojca, które by go dotknęło!”. Istotnie, cztery tygodnie później, 5 piątego dnia miesiąca szwat58, Arie Lejb umarł, a na tron wstąpił syn jego pierworodny. „Mój ojciec nikogo nie naśladował i ja nie będę naśladował nikogo”59 – powiedział Abraham Mordechaj, zaczynając swe władanie jako czwarty cadyk z dynastii Ger.

Z nastaniem nowego cadyka zaczęły się nowe porządki. Przede wszystkim zaprowadził Abraham Mordechaj stałe godziny modlitw – poranna o godzinie 7.30 – odcinając się od ugruntowanej w Przysusze i Kocku tradycji, by modlić się dopiero wtedy, gdy „jest się do tego nastrojonym”. Zaskoczonym chasydom cadyk parysowski, będący przecież uczniem Menachema Mendla z Kocka, wytłumaczył to tak: Był sobie człowiek, który przyzwyczaił się, że każdego ranka żona przygotowuje mu smaczne śniadanie. Nie raz musiał więc czekać. Czekał cierpliwe, bo było warto. Któregoś razu jednak, po długim oczekiwaniu, żona przyniosła mu śniadanie wcale nie nadzwyczajne. Pyta ją: „I po to musiałem tak długo czekać?”. Nauka z tej historii – według parysowskiego cadyka – płynie taka, że wcześniej, kiedy modlitwa jeszcze coś znaczyła, trzeba było się do niej „wspinać”, wykonując różne ćwiczenia duchowe. Ale teraz, kiedy „śniadanie” jest naprawdę skromne, nie potrzeba długich przygotowań... O jedzeniu jeszcze jedna anegdota. Abraham Mordechaj, kiedy był jeszcze młodzieńcem, spotkał się w przedziale pociągu z pewnym misnagdem, który z zadziwieniem obserwował, jak młody chasyd przez całą podróż nie odrywa oczu od świętej księgi. Dopiero przed północą odłożył na bok tom Talmudu, obmył ręce i odmówiwszy stosowne błogosławieństwo, zjadł kanapkę. Towarzyszowi podróży wyjaśnił: „Nie jestem głodny, ale obiecałem mamie, że zjem tę kanapkę jeszcze dzisiaj”.

Od najwcześniejszej młodości Abraham Mordechaj nie marnował ani chwili. „Nie ma nic gorszego niż zabijanie czasu” – pouczał swoich chasydów. Powtarzał słowa cadyka z Kocka: „Nie chcę, żebyście nie grzeszyli dlatego, że nie wolno, tylko dlatego, że nie macie czasu”.

W roku objęcia sukcesji po ojcu, w 1905, rozesłał apel do swoich zwolenników, by we wszystkich modlitewniach wprowadzili dodatkową godzinę nauki: w piątek między modlitwą popołudniową i wieczorną oraz w szabat i święta między modlitwą poranną i dodatkową (musaf). Rok 1908 ogłosił rokiem „okazywania wielkości i wspaniałości Tory”60(Iz 42:21) – wartość numeryczna tych słów wynosi 668, co odpowiada żydowskiemu rokowi (5)668 (1908). Wezwał wtedy swoich wyznawców, by codziennie między modlitwą popołudniową i wieczorną poświęcali czas na studiowanie jednej karty Talmudu – jak jest powiedziane: „Oddajcie chwałę Panu, Bogu waszemu, zanim ciemności nastaną”61 (Jr 13:16). Był więc, można by rzec, prekursorem systemu daf-jomi62, wprowadzonego piętnaście lat później przez przełożonego Jeszywy Mędrców Lublina, rabina Majera Szapiry. Dzięki takiemu systemowi, po pierwsze, wytwarza się wspólnota studiowania, a po drugie – wszystkie tomy Talmudu Babilońskiego można zgłębić w siedem i pół roku. Był jednak wśród wyznawców Abrahama Mordechaja niejaki Abraham Rzechta, kupiec z Ozorkowa, który w swoim pracowitym życiu przerobił cały Talmud dwadzieścia pięć razy.

„Nie czyń sobie korony [z Tory], aby się wywyższać przez nią, ani łopaty, aby nią kopać” – tymi słowami z Pirkej Awot (4:7) napominał Abraham Mordechaj swoich wyznawców, by – jak Rzechta – żyli z pracy własnych rąk (i pomagali sobie w interesach), zamiast starać się o urzędy i funkcje w kahałach. Opowiadają chasydzi, jak w czasie reformy Grabskiego63 przyszedł do Abrahama Mordechaja pobożny kupiec, który stanął w obliczu bankructwa. „Rebe! Sto tysięcy mi pomoże dźwignąć interes”. Cadyk wyszedł i po chwili wrócił z pięćdziesięcioma tysiącami w gotówce: „Masz!”. Widząc, że chasyd wzbrania się przed przyjęciem takiego prezentu, powiedział: „To pożyczka na rok”. Kupiec dobrze zainwestował i po trzech miesiącach wrócił oddać pieniądze. „Termin jeszcze nie upłynął” – mówił cadyk za pierwszym, drugim i trzecim razem, kiedy odwiedzał go dłużnik. Pieniądze przyjął dopiero po roku, kiedy z powodu wielkiej inflacji nie miały już żadnej wartości. Co słowo, to słowo.

Chasydzi, mówiąc o gotowości do ciężkiej pracy w celu pozbycia się najpoważniejszych wad charakteru, dawali jeszcze inne przykłady z życia Abrahama Mordechaja. Nigdy nie poniżył człowieka ani nie pozwolił, by w jego obecności mówiono o kimś źle (a więc nie „Czarny” Motel o kimś ciemnej karnacji, lecz Motel „Wysoki” – człowiek ten bowiem odznaczał się również wysokim wzrostem). Inna lekcja dotyczy żałoby. Syn cadyka, Icchak, umarł w wigilię szabatu. Ponieważ w dzień sobotni nie wolno krzątać się przy pogrzebie ani nawet mówić o śmierci, ciało syna pozostało w domu. Abraham Mordechaj uświęcał szabat jak zwykle, wygłosił nawet duchową naukę. Przy jednej z uczt zasiadanych, kiedy padają słowa najgłębszej prawdy, przytoczył wers z Księgi Rodzaju (22:2): „Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Icchaka”. Gdy wymawiał imię „Icchak”, Abrahamowi Mordechajowi zadrżał głos, lecz po chwili opanował się i przytoczył słowa swojego ojca: „Próba, której Bóg poddał Abrahama, polegała na tym, że miał on ofiarować swego syna, ukochanego jedynaka”64. Razu jednego przyszedł do cadyka młody człowiek, zmartwiony, bo w drodze do Góry Kalwarii ukradziono mu tefilin. „Weź mój – powiedział Abraham Mordchaj. –- Tylko uważaj, bo ja go dostałem po ojcu, a on odziedziczył go po swoim dziadku, który ten tefilin dostał na bar micwę”. Młodzieniec, wyraźnie przestraszony, mówi, że nie śmiałby używać rzeczy tak świętej. „Skoro tak, idź do mojego zięcia Icie Majera i zamień się z nim. On się na pewno ucieszy”. Świadkiem tego zdarzenia był Menachem Mendel, najmłodszy brat cadyka i rabin w Pabianicach, który po wyjściu gościa zapytał: „Pamiątkę po ojcu dajesz nieznajomemu?”. „Rambam65 twierdzi – odrzekł Abraham Mordechaj – że biednemu trzeba dać to, co mamy najcenniejszego. A co dla mnie może mieć większą wartość niż odziedziczony po ojcu tefilin?”66.

Henryk Prajs, przedwojenny mieszkaniec Góry Kalwarii, w wywiadzie dla ortodoksyjnej izraelskiej gazety wspominał, że Abraham Mordechaj rzadko opuszczał swój dwór. „W piątek rano, kiedy udawał się do mykwy, na obszernym podwórzu tłoczyły się setki chasydów, mających nadzieję, że ujrzą święte oblicze cadyka. Odległość od mieszkania cadyka do mykwy była niewielka, parę metrów. I tu ciekawostka: cadykowi drogę musieli torować policjanci. Inaczej nie sposób było się przebić przez tę ciżbę. Podobnie było, kiedy cadyk udawał się w drogę: policja musiała go eskortować aż na dworzec”. Pan Prajs powiada, że w Górze Kalwarii mieszkało około trzystu rodzin związanych z dynastią Alterów. „Nasza rodzina tradycyjnie była związana z cadykiem kozienickim. Wyznawcy tego cadyka mieli w miasteczku swoją modlitewnię”67. W tym miejscu warto dodać, że mimo zerwania Icie Majera z Kozienicami – „nie potrzebuję, żebyś mnie w czółko całował” – jego prawnuk studiował pisma Magida i zalecał to swoim wyznawcom. Wiele wysiłku poświęcał kształceniu młodzieży. Mówiono żartem, że żaden inny cadyk nie ma tylu wyznawców, którzy nie kładą tefilin i nie poszczą podczas Jom Kipur: to chłopcy przed bar micwą, których nie obowiązują jeszcze surowe prawa. Henryk Prajs wspomina, że kiedy był dzieckiem, kwiat chasydzkiej młodzieży przywiązywał się linami u pułapu sali modlitewnej. „Mogli tak wisieć godzinami, byle tylko zobaczyć cadyka. To się skończyło, kiedy jeden młodzian spadł i się pokiereszował”68. Abraham Mordechaj, jak już wiemy, nie lubił marnować czasu. Podobno kazał sobie nareperować zegarek, kiedy stwierdził, że na dobę spóźnia się jedną minutę. „W każdy szabat – wspomina Prajs – dokładnie o godzinie trzeciej po południu, cadyk przechadzał się na balkonie. Chciał zaczerpnąć świeżego powietrza. Na podwórzu zbierali się chasydzi, których cadyk przy okazji pozdrawiał. Przy ładnej pogodzie stał na balkonie dziesięć minut. Nigdy dłużej”69.

Wspominał Chaim ben Eliezer (Megiles Ger): „W Górze Kalwarii spotykają się cztery pokolenia chasydów. Począwszy od siedemdziesięcioletniego dziadka, a na jego wnuku w wieku bar micwy skończywszy. Młodzi jednak nie mieszkają na stancji. Chłopcy jeszcze nieżonaci stanowią osobny światek. Przyjeżdżają przed Nowym Rokiem i zostają aż do końca Święta Szałasów. Chcą się jak najwięcej nauczyć, podpatrując cadyka w tych przejmujących świętym drżeniem dniach, i w swoim kręgu rozprawiają o pobożności i bojaźni Boga. Organizują wspólne kasy, gdzie wedle swoich możliwości każdy składa swoje oszczędności, tak bogaty, jak i biedny. Wynajmują sobie mieszkanie, sami chodzą na targ, robią zakupy i sami sobie gotują. […] Wcześniej, za «'Sfas Emesa»', nie widywało się tylu kawalerów co teraz. Chłopcy żenili się wcześniej, kawaler z brodą stanowił wyjątek. Młody człowiek był na utrzymaniu teścia, zgłębiał Torę i myśl chasydzką. Młodzi ludzie całymi miesiącami przesiadywali w Górze Kalwarii, gdzie wdrażali się do chasydzkiego stylu życia. Uczyli się dla samej nauki, często powtarzając słowa [Arie Lejba]: «„Jak się człowiek prowadzi w pierwszym roku po ślubie, tak i będzie się zachowywał w ostatnim roku swego życia»”... […] Abraham Mordechaj przyjaźnie odnosił się do bochrim – uczniów jeszywy. Należał on do tych wyjątków w gronie świątobliwych, którzy uznają wielką rolę młodego pokolenia dla przyszłości narodu. Dobry chłopak, taki, który się uczy, może przebywać w Górze Kalwarii dowolnie długo, będzie miał dach nad głową i nie zginie – często wbrew woli ojca, który wolałby, żeby syn jak najszybciej wracał do domu”70.

W Warszawie – prócz założonej przez Icie Majera „twierdzy chasydzkiej” przy ulicy Żelaznej 57 – modlitewni chasydów z Góry Kalwarii było wiele, również na Starym Mieście i na Pradze. Z najważniejszych Beniamin Dawidsohn (Warsze szel mate) wymienia kilka: Twarda 18, Nalewki 19. „Z każdego sztibla głos Tory rozlegał się na całą ulicę, w każdej modlitewni chasydów z Góry Kalwarii ujrzeć możesz młodziaków, mężczyzn w średnim wieku, także starszych z całkiem siwymi brodami, którzy noszą glansowane buty za kostkę”. Buty za kostkę – dlaczego? „Wiemy przecież, że w Torze jest napisane: «Nie będziecie postępować według ich obyczajów»71(Wj 18:3) – czyli żeby nie czynić tak jak goje – więc chasydzi z Góry Kalwarii dodali jeszcze jeden przepis: żeby nie ubierać się jak nie-Żydzi. Oni noszą buty z wysokimi cholewami, więc my, Żydzi, musimy nosić inne; oni zapinają się na prawą stronę, więc my musimy na lewą; oni noszą czapki z długim skórzanym daszkiem, to my musimy nosić czapki z daszkiem krótkim – to jest ów znany żydowski «„hitl»”; goje noszą fular, więc my związujemy mały krawat itd. Chasyda łatwo rozpoznać na ulicy, a zwłaszcza chasyda z Góry Kalwarii. Chasyd z Góry Kalwarii nie kiwa się bez przerwy w bożnicy, jest to człowiek całkiem nowoczesny. Wie, jak żyć też i na tym naszym padole. Mieszka ładnie, chodzi dobrze ubrany, dzieci posyła na naukę: chłopców do „Jesodej Tojre”, a później do jeszywy, dziewczynki zaś do szkoły „Bejs Jankew”. Chasyd z Góry Kalwarii nie jest człowiekiem zacofanym”72.

Okolica, w której znajdowała się modlitewnia chasydów z Góry Kalwarii, nie była żydowska: była to – jak wspomina Dawidsohn – „okolica całkowicie chrześcijańska”. Autor wspomina, że przy pierwszej wizycie w tym miejscu zastanawiał się nawet, czy godzien jest spojrzeć na nie, skoro jego oczy mogły się „strefnić” widokiem trumny niesionej w chrześcijańskim kondukcie... „Te chłopaki – duch Boży spoczął na ich obliczach, jak by byli wybrańcami jeden w drugiego, pachnący, ubrani czysto i schludnie, po królewsku. Niedaleko ornkojdesz stoi młodzian lat około siedemnastu, wzrostu metr siedemdziesiąt, z czarnymi lśniącymi włosami. Ubrany w szarą kapotkę w rzucik, białą koszulę ze sztywnymi mankietami, a te mankiety są zapięte na srebrne spinki; na koszuli czarny krawacik jedwabny, buty wyglądają tak, jakby dziś wyjęto je z salonu obuwia braci Pomerańczyków. Koledzy wołają go Mojszele, ale mama nazywa go Moniek. Synowi, którego rodzice są hurtownikami szkła, nie wypada mówić otwarcie po żydowsku. Kiedy Mojszele, przychodząc do domu na obiad, krzyczy do mamy: „mamusiu”, a ona odpowiada mu po polsku: „Co jest, Moniek?”, wszyscy biegną do okien, żeby popatrzeć na to dziwo, posłuchać, jak ta chasydzka niewiasta do swojego syna, studiującego w modlitewni chasydów z Góry Kalwarii, mówi po polsku”.

Abraham Mordechaj stał się najbardziej znaczącą postacią w kręgach ortodoksji europejskiej, był też jednym z założycieli partii ultraortodoksji żydowskiej Agudy (brał udział w zjeździe założycielskim w Bad Homburgu). Jego ucieczka z okupowanej Polski przez Włochy do Palestyny, gdzie dotarł wraz z nieliczną rodziną, uważana była za „cudowne” wydarzenie. Zapytany przez Cwi Pesacha Franka, rabina Jerozolimy, czy znał Icie Majera, odpowiedział: „Owszem, pradziadek trzymał mnie na rękach, ale gdyby znał o mnie całą prawdę, rzuciłby mnie na ziemię” .

 

Imrej Emes


Na jesienne święta zjeżdżały do Góry Kalwarii najbardziej znamienite osobistości, przywódcy polityczni i duchowi żydowskiej ortodoksji. Pinchas ben Eliezer (Sirkis) wspomina to tak (Megiles Ger): „Oto z izby świątobliwego wychodzi jego zięć, Icchak Meir Lewin (w latach 1948-1952 minister polityki społecznej w Izraelu). Jest młody, lecz odgrywa już ważną rolę w życiu społecznym. Do narady w jakiejś niecierpiącej zwłoki sprawie wzywa posłów na Sejm: Lejba Mincberga (to przedstawiciel żydowskiej ortodoksji w polskim parlamencie i zarazem prezes gminy żydowskiej w Łodzi) i reb Eliezera Sirkesa (jednego z przywódców jerozolimskiej Agudy) oraz działaczy partyjnych, a między nimi Meszulama Kaminera (redaktora warszawskiej gazety „Der Jud”) i Jakuba Torckenheima. […] Nie brak tu rabinów i ludzi wysoko uczonych w Torze, a wśród nich Menachem Ziemba (jeden z najważniejszych rabinów w Warszawie, działacz Agudy, laureat nagrody Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie za rozprawę o Majmonidesie)”74.

W okresie międzywojennym Abraham Mordechaj pięciokrotnie – w latach 1921, 1923, 1927, 1932 i 1935 – odwiedził Ziemię Świętą.

 

Imrej Emes na statku do Palestyny

 

Spotkał się m.in. z rabinem Abrahamem Icchakiem Kookiem, przywódcą religijnych syjonistów. Sam był przeciwny syjonizmowi politycznemu, podobnie jak jego świątobliwi przodkowie (Theodor Herzel pisał do Icie Majera, by ten „w imię dziesiątków tysięcy Żydów, których położenie pod władzą gojów z dnia na dzień staje się coraz gorsze; w imieniu tych mas ludowych, które dla kawałka chleba ima się wszelkich zajęć, by ulżyć swemu cierpieniu; w imieniu dziesiątków tysięcy Żydów z Rosji, Rumunii i Galicji, którzy przed pogromami uciekają do obu Ameryk, Afryki i Australii; wreszcie w imię Tory i Boga, którego Imię jest bezczeszczone z powodu nieszczęsnego położenia Żydów na wygnaniu” poparł syjonistyczną ideę – nigdy nie dostał odpowiedzi). Chasydzi nazywają Abrahama Mordechaja tytułem jego głównego dzieła: „Imrej Emes”.

 

Abraham Mordechaj Alter – Imrej Emes wyjeżdża na kurację do Karlsbadu (1931)

 

Na zakończenie kilka słów o antagonizmie między chasydami z Góry Kalwarii i wyznawcami cadyka aleksandrowskiego. Dynastia aleksandrowska wywodzi się z Warki: Jechiel Dancigier (1853-1910) wychował się na dworze Izraela Icchaka Kalisza. W 1849 roku, po ojcu, objął przewodnictwo chasydów z Warki. W międzyczasie został zwolennikiem Dow Bera (Bejrisza) Landaua z [Wielkiej] Białej. Po jego śmierci w 1870 r. przeniósł się do Aleksandrowa, gdzie od Chanacha Hienicha odkupił dom modlitwy oraz jego dwór, tworząc ośrodek nowej gałęzi polskiego chasydyzmu. Wtedy rozpoczęła się trwająca do II wojny światowej rywalizacja między zwolennikami cadyka z Aleksandrowa i chasydami z Góry Kalwarii. Najwybitniejszym przedstawicielem dynastii aleksandrowskiej był Jerachmiel Izrael Icchak Dancigier (1853-1910), syn Jechiela, który zyskał dla niej szerszy rozgłos i wielu entuzjastycznych zwolenników (przede wszystkim w Warszawie i Łodzi). Zmarł bezdzietnie. Reb Jekiel z Radzymina powiedział o nim, że dusza Chaima Attara (XVIII-wieczny kabalista, autor komentarza „Or haChajim”) była w niego wcielona. Za czasów Jerachmiela chasydzi aleksandrowscy stali się, po wyznawcach cadyka Altera, najsilniejszą i najbardziej liczną grupą chasydzką w Polsce. Pisze o tym Jechiel Jeszaja Trunk (Pojln. Zichrojnes un bilder): „Dlatego właśnie między dwoma tymi wspólnotami chasydzkimi panował silny antagonizm i ambicje polityczne, które czasami – w wielu żydowskich miasteczkach – przybierały charakter zajadłych kłótni. Były kłótnie o rabina, o szojcheta i inne stanowiska gminne, w których zwolennicy Góry Kalwarii zazwyczaj wygrywali. Wygrywali jednak po ciężkich bojach z chasydami aleksandrowskimi. Warszawę oddali chasydzi aleksandrowscy we władanie zwolennikom Góry Kalwarii, ilość bowiem aleksandrowskich chasydów w Warszawie była znikoma. Łódź jednak uważali oni za swoje terytorium i wzięli sobie za ambicję, żeby mieć tam hegemonię. Oczywiście rozgrywało się to wszystko na gruncie religii i spraw gminnych. Zwolennicy Góry Kalwarii nie byli takimi znowu niedołęgami, żeby chcieli ustąpić choć na krok. Panowały zatem permanentne kłótnie między Górą Kalwarią i Aleksandrowem Łódzkim. Jedni drugich mieli za nic i nie żałowali uszczypliwości.

Typową dla Góry Kalwarii wyniosłość chasydzi aleksandrowscy nazywali bezczelnością i zuchwalstwem – i z tego jakby powodu żywili przedziwną obawę przed zwolennikami Góry Kalwarii, pewnie sobie poczynającymi z pozycji hegemona. Chasydzi z Góry Kalwarii zawsze i wszędzie występowali z niezwykłą pompą, pewnością siebie i pogardliwą ignorancją w stosunku do innych chasydów. Mieli swój własny soczysty język nasycony uczonymi wyrażeniami, połykali słowa w połowie, mówili i modlili się na specjalną melodię i mieli swoje specyficzne gesty. Rzekomo gesty zdradzające skromność. Chodzili z przechyloną głową. W tej jednak skromności kryła się pogarda i ignorancja dla wszystkiego i wszystkich. Mieli też zwyczaj naśladować gesty cadyka z Góry Kalwarii. Był on trochę przygłuchy, przechylał głowę i często mówił: 'Nie słyszę'. Zagorzali zwolennicy Góry Kalwarii to naśladowali. Wszyscy pomniejsi cadykowie w Polsce na boku mówili z zazdrością i zawiścią, ale czuli się jednak wasalami Góry Kalwarii i chcieli wkraść się w łaski. Chasydzi aleksandrowscy byli zbyt liczni, żeby dać się sprowadzić do poziomu wasali Góry Kalwarii – i zbyt słabi, żeby móc stawiać się na tej samej pozycji co zwolennicy Góry Kalwarii czy raz na jakiś czas zwyciężyć z nimi w jakiejś rozgrywce. Zawsze chasydzi aleksandrowscy stawiali się zwolennikom Góry Kalwarii – i zawsze przegrywali. Dlatego aleksandrowscy chasydzi ciągle zaciskali pięści przeciwko Górze Kalwarii. Szczerzyli kły. Zarzucali tamtym impertynencję, a sami po cichu żartowali sobie czasem z cadyka z Góry Kalwarii z powodu jego głuchoty. Oprócz tych jednak bezsilnych gestów w odwecie nic więcej nie mogli zdziałać przeciwko zwolennikom Góry Kalwarii. Chasydzi z Góry Kalwarii zawsze wychodzili z tarczą.

Stosunek zwolenników Góry Kalwarii do chasydów aleksandrowskich był, jak już powiedziałem, strasznie umniejszający. Uważali oni chasydów aleksandrowskich za próżniaków, niebieskie ptaki, ludzi, którzy nie wylewają za kołnierz, mają słabe pojęcie o Torze i w ogóle są jak piąte koło u wozu dla polskiego chasydyzmu, które tylko się plącze pod nogami. Prócz tego zwolennicy Góry Kalwarii lubili uderzać w najczulszy punkt chasydów aleksandrowskich, a mianowicie w osobę ich cadyka.

Następca reb Jechiela (założyciela dynastii aleksandrowskiej), syn pierworodny, który zaczął 'prowadzić dwór' po reb Jechielu, był – po raz pierwszy w całej historii chasydyzmu – Żydem-eunuchem, bez najmniejszego śladu brody czy wąsów. Była to wyjątkowa postać. Warto zaprezentować ją ze szczegółami.

Z wyglądu był to osobliwie szpetny człowiek. Tyle brzydoty, co w męskim kastracie. Skóra wysuszona, w ciemnożółtym odcieniu, który aż wpadał w czerń, wyjątkowo długi nos, jak kruczy dziób, rzucający cień na szerokie, miękkie i pozbawione kształtu usta, które podczas mówienia poruszały się w sposób rozlazły, unosząc się ponad rząd zepsutych, dużych a czarnych zębów. Po obu stronach tej kanciastej twarzy eunucha zwisały dwa długie, grube czarne pejsy, jak dwa czarne rozpuszczone warkocze, które jeszcze bardziej wyostrzały jej rysy i podkreślały brzydotę. Cadyk miał w sobie coś z bóstw starożytnych Azteków. Z tej wysuszonej twarzy eunucha patrzyło dwoje ciemnych, żywych i mądrych oczu.

Cadyk aleksandorwski był to wielki uczony i nadzwyczaj mądry człowiek. W dodatku nieprzejednany w swoim uporze fanatyk, co zupełnie nie przypominało serdeczności i życzliwości typowej dla chasydyzmu z Warki. Jako że nie spłodził był męskiego potomka, w młodości ojciec jego, reb Jechiel, polecił mu „odbyć pielgrzymkę” do reb Jekiela w Radzyminie [Arie z Radzymina (1792-1874), pierwszy cadyk dynastii radzymińskiej; cieszył się szczególną sławą wśród kobiet nie mogących mieć dzieci, które prosiły go o błogosławieństwo]. Reb Jekiel słynął jako cudotwórca, wyganiający duchy wcielone i dybuki, i sprawiający, że otwiera się łono bezpłodnych. Chasydzi opowiadali, że u niego na strychu roi się od nieboszczyków, którzy przybywają – tak samo jak ludzie żywi – do reb Jekiele w Radzyminie i proszą u niego o «tikun». Reb Jekiele głośno się złościł na tych nieboszczyków akurat, tak jak się złościł na swoich żyjących chasydów. Czasem posyłał swego posługacza, reb Ażele, o dwunastej w nocy na cmentarz, żeby tam zapukał jego laską w grób i martwemu ciału zakomunikował jakieś polecenie od reb Jekiele. W takiej właśnie atmosferze szalonej pobożności i posępnej, osobliwej fantazji wychował się cadyk-eunuch. Odcisnęło to swoje piętno na jego zachowaniu jako przywódcy chasydów. Ponieważ był on bardzo mądrym człowiekiem, ta jego mądrość w zestawieniu z mrocznym, bezpłciowym obrazem jego osoby, bardziej jeszcze wzbudzała przestrach i zdumienie. Ciżba chasydzka drżała przed nim i mistycznie oddawała mu cześć. Przedziwna jego fizjonomia, mroczna i nieziemska tajemnica jego bezpłciowości, ciemnożółta nagość i przenikliwa mądrość, która malowała się na jego obliczu, tworzyły coś w rodzaju metafizycznej i opartej na zabobonach przegrody między cadykiem-eunuchem i jego chasydami.

Jego nauki, które wygłaszał jako cadyk, były mroczne i ascetyczne. Cadyk aleksandrowski mówił tylko o tym, żeby ciało mieć w pogardzie i się umartwiać. Kiedy mówił o radości – podstawą bowiem chasydyzmu z Warki była radość – to słowo dziwnie brzmiało w jego ustach, niosąc ze sobą nabożną melancholię i powiew zaświatów. Nauki swoje wygłaszał cicho, wzdychając i postękując, a przy tym – somnambulicznie – przymykając oczy, tak jakby głowa martwa przemawiała do żywych ludzi. Za to podczas modlitwy krzyczał wysokim, piskliwym głosem. Mógłby prawie przekrzyczeć cały tłum. Jego piskliwy głos też jakby pochodził z mrocznych, nieziemskich otchłani stworzonego świata.

Zwolennicy Góry Kalwarii nie żałowali dowcipów i dwuznacznych złośliwości na rachunek chasydów aleksandrowskich i ich dziwnego cadyka. Przy całej niezwykłej swojej fizjonomii nosił cadyk aleksandrowski aż trzy imiona: Jerachmiel Israel Icchak. Chasydzi z Góry Kalwarii dopasowali do tego wers: „u-li-wnej Israel lo haja barad” [„a u synów izraelskich nie było gradu”, przy czym hebrajskie słowo „barad” – „grad” – nasuwało skojarzenie z żydowskim słowem „bord”, czyli: „broda”].

Podobno kiedy cadyk z jednej dynastii zmarł, zwolennicy dynastii przeciwnej pili z wielkiej radości. „Ober niszt dos bin ich ojsn”. Ale ja nie o tym. Gdy zwolennicy Mordechaja Altera, po Rosz haSzana, opuszczali Górę Kalwarię – wspomina Pinchas ben Eliezer (Sirkis) – czuli, że oto ze sfery świętości przechodzą do szarej codzienności. „Wyjeżdżający zazdroszczą kawalerom, którzy jeszcze zostają. Podczas następujących Strasznych Dni będą mogli rozprawiać z cadykiem o istocie pokuty i innych ważnych dla chasyda sprawach. 'Kolejka' jest przepełniona: chasydzi albo zbierają kworum, aby odbyć poranną modlitwę, albo podśpiewują nowy nigun, nową melodię, którą usłyszeli w te święta. I kiedy pociąg rusza, oglądają się jeszcze za siebie, aż Nowa Jerozolima całkiem zniknie im z oczu”.

 

Anna Ciałowicz

........

1. Der erszter gerer rebe: Der Chiduszej haRIM, w: Megiles Ger, G. Sapożnikow (red.), Buenos Aires 1975, s. 25
2. Znakomity talmudysta żyjący w XIII wieku.
3. Ignacy Schiper, Przyczynki do dziejów chasydyzmu w Polsce, PWN, Warszawa 1992, s. 95.
4. Avraham Bromberg, Rebbes of Ger. Sfas Emes and Imrei Emes, tłum na ang. Uri Kaploun, Mesorah Publications, New York 2001, s. 63.
5. Schiper, Przyczynki..., s. 95.
6. Der erszter gerer rebe: Der Chiduszej haRIM, w: Megiles Ger, Buenos Aires 1975, s. 24.
7. Sztibel – prywatna bóżnica będąca domem modlitwy i centrum życia społecznego chasydów.
8. Der erszter gerer rebe: Der Chiduszej haRIM, w: Megiles Ger, Buenos Aires, s. 25
9. The Encyclopedia of Hasidism, Tzvi Rabinowicz, (red), Jason Aronson, Northvale - New York 1996, s. 2.
11. Der erszter gerer rebe: Der Chiduszej haRIM, w: Megiles Ger, Buenos Aires 1975, s. 26.
14. Talmud Babiloński, Sanhedryn 37.
15. Księga Rodzaju 18:27.
17. Michael Rosen, The Quest for Authenticity. The Thought of reb Simahah Bunim, Urim Publications, Jerusalem – New York 2008.
18. Misnagdzi – przeciwnicy chasydyzmu; formacja szczególnie silna w żydostwie litewskim.
19. Der erszter gerer rebe: Der Chiduszej haRIM, w: Megiles Ger, Buenos Aires 1975, s. 27.
20. Pesach – święto obchodzone czternastego dnia nisan (wg kalendarza gregoriańskiego marzec-kwiecień) na pamiątkę wyzwolenia Żydów z niewoli egipskiej.
21. Meir Szwarcman, Wi chsides hot bazigt dos lomdisze Warsze, w: Dos amolike jidisze Warsze, M. Rawicz (red.), Montreal 1966, s. 751.
22. Der erszter gerer rebe: Der Chiduszej haRIM, w: Megiles Ger, Buenos Aires 1975, s. 28.
23. Der erszter gerer rebe: Der Chiduszej haRIM, w: Megiles Ger, Buenos Aires 1975, s. 29.
24. Der erszter gerer rebe: Der Chiduszej haRIM, w: Megiles Ger, Buenos Aires 1975, s. 29.
25. Aleksander Klugman, Odkupiciel z Góry Kalwarii, Rzeczpospolita, 30.03.1996, http://new-arch.rp.pl/artykul/86069_Odkupiciel_z_Gory_Kalwarii.html
26. Co do tej daty nie ma jednak zgodności – są źródła, które zmianę nazwiska umieszczają wcześniej.
27. Od 1840 roku naczelny rabin Warszawy.
28. Filantrop, najbardziej wpływowy Żyd w Imperium Brytyjskim, zakładał
przedsiębiorstwa i instytucje społeczne w Ziemi Świętej, mające sprzyjać żydowskiemu osadnictwu.
29. Jom haDin.
30. Josef Opatoszu, Jom haDin, w: w: Dos amolike jidisze Warsze, M. Rawicz (red.), Montreal 1966, s. 89-90.
31. Der erszter gerer rebe: Der Chiduszej haRIM, w: Megiles Ger, Buenos Aires 1975, s. 32.
32. Księga Powtórzonego Prawa 30:19.
33. Zob. przyp. nr 20.
34. Ijar –  ósmy miesiąc w kalendarzu żydowskim (wg kalendarza gregoriańskiego kwiecień-maj).
35. Avraham Bromberg, Rebbes of Ger, s. 20.
36. Der erszter gerer rebe: Der Chiduszej haRIM, w: Megiles Ger, Buenos Aires 1975, s. 33.
37. Tałes –  prostokątny szal modlitewny z frędzlami wzdłuż krótszych boków zwanych cicit. Nakładany przez mężczyzn podczas modlitw.
38. Tefilin, też filakteria – dwie niewielkie pudełeczka skórzane lub metalowe, z umieszczonymi w nich zwitkami pergaminu zawierającymi cytaty z Biblii. Za pomocą czarnych rzemieni przywiązywane są do lewego ramienia i czoła. Wraz tałesem są zakładane podczas codziennych modlitw w dni powszednie przez dorosłych mężczyzn.
39. I. Kalisz, Cadykowy dwór niegdyś w Polsce, Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie, Warszawa 2010, s. 79.
40. Jesziwa – wyższa uczelnia talmudyczna przeznaczona dla absolwentów (chłopców nieżonatych) chederów lub szkół typu Talmud-Tora.
41. Minjan – zgromadzenie złożone z dziesięciu Żydów, będących po bar micwie (czyli powyżej 13. roku życia), niezbędne do prowadzenia modłów w synagodze i niektórych ceremonii religijnych. , np. odczytania Tory, odmówienia modlitwy za zmarłych – Kadysz.
42. Bejt ha-midrasz –  ”dom nauki”, miejsce studiów i dyskusji nad problemami judaizmu, z biblioteką dzieł rabinicznych dostępnych dla wszystkich, miejsce sprawowania kultu.
43. Chaim Baruch Szternszus, In hojf fun gerer rebn, w: Megiles Ger, G. Sapożnikow (red.), Buenos Aires 1975, s. 50-53.
44. Wyd. Stowarzyszenie Pardes, tłum. Ewa Gordon i rabin Sacha Pecaric, Kraków 2009
45. Avraham Bromberg, Rebbes of Ger, s. 35.
46. Rosz haSzana
47. Księga Psalmów 103:17.
48. Szawuot (Święto Tygodni lub Święto Żniw) – obchodzone szóstego dnia miesiąca siwan (dziewiąty miesiąc w kalendarzu żydowskim, przypadający wg kalendarza gregoriańskiego na maj-czerwiec). Święto upamiętnia nadanie Tory Mojżeszowi na górze Synaj.
49. Księga Wyjścia 6:12.
50. Druga Księga Samuela 22:24.
51. Avraham Bromberg, Rebbes of Ger, s. 297.
52. Tewet – czwarty miesiąc kalendarza żydowskiego (wg kalendarza gregoriańskiego grudzień-styczeń).
53. Chanuka (Święto Świateł) - trwające osiem dni, poczynając od 25 dnia miesiąca kislew (listopad-grudzień). Upamiętnia powstanie Machabeuszy (w latach 167-160 p.n.e.) pod wodzą Judy Machabeusza.
54. Księga Rodzaju 50:23.
55. Adar – szósty miesiąc kalendarza żydowskiego, wg kalendarza gregoriańskiego przypadający na luty-marzec kalendarza gregoriańskiego.
56. Cicit – frędzle zgodnie z nakazem biblijnym plecione z nitek i przymocowane w czterech rogach tałesu, zob. przyp. nr  37.
57. Avraham Bromberg, Rebbes of Ger, s. 143.
58. Szwat –  piąty miesiąc kalendarza żydowskiego, przypadający według kalendarza gregoriańskiego na styczeń-luty.
59. Avraham Bromberg, Rebbes of Ger, s. 147.
60. Księga Izajasza 42:21.
61. Księga Jeremiasza 13:16.
62. Daf (ha) Jomi (hebr. Karta Dzienna) – idea autorstwa Meira Szapiry studiowania jednej strony Talmudu każdego dnia w całym żydowskim świecie. W ten sposób postał siedmioletni cykl, podczas którego żydowska społeczność studiowała Talmud w poczuciu mistycznej jedności.
63. Tzw. alija Grabskiego.
64. Avraham Bromberg, Rebbes of Ger, s. 190.
65. Rambam (akronim od Rabi Mosze ben Majmon) – żyjący w XII wieku żydowski filozof, główny przedstawiciel arystotelizmu żydowskiego.
66. Avraham Bromberg, Rebbes of Ger, s. 160-161.
67. Henryk Prajs
68. j.w.
69. j.w.
70. Pinchas ben Eliezer (Sirkis), Roszeszone in der chsidiszer metropolie, w:  Megiles Ger, G. Sapożnikow (red.), Buenos Aires 1975, s. 65-66.
71. Księga Wyjścia 18:3
72. B. Dawidsohn, Warsze szel mate [Warszawa ziemska], Dafus Janklewitz, Riszon leCijon 1971, s. 135-136.
73. Avraham Bromberg, Rebbes of Ger, s. 131.
74. Pinchas ben Eliezer (Sirkis), Roszeszone in der chsidiszer metropolie, w:  Megiles Ger,  G. Sapożnikow (red.), Buenos Aires 1975, s. 64-65.

Aktualności


Nowe Projekty


Ostatnie pytania


Nowe artykuły

Lombard Bytom Ruda Śląska Skup złota