Wspominaliśmy już kilkakrotnie, że doświadczanie przez człowieka szczęścia jest możliwe i to – wbrew obiegowym opiniom – nie tylko od czasu do czasu, w wyjątkowych momentach, ale stale.
Kluczem do szczęścia jest wypracowanie w sobie umiejętności cieszenia się tym, co jest, oraz doceniania tego w pełni i świadomie.
W Bereszit Rabba (14:9) czytamy: „Każdy człowiek, za każdy swój oddech, powinien chwalić Stwórcę”.
Nasze pojawienie się na świecie nie jest w żaden, najmniejszy nawet sposób, naszą zasługą. A jednak – bez żadnej zasługi – doświadczamy wspaniałości i piękna świata.
Z wyjątkiem sytuacji ekstremalnych, gdy dotyka nas naprawdę wielkie zło, warunki, w których się znajdujemy, nie muszą mieć wcale wpływu na naszą umiejętność cieszenia się życiem i światem. Trudności w osiąganiu trwałego szczęścia wynikają zazwyczaj z braku uświadomienia sobie, że to, co najlepsze w życiu, jest nam zawsze dostępne i to wyłącznie nasza wina, iż traktujemy to jako oczywistość i normalność, zamiast postrzegać to tak, jak na to naprawdę zasługuje - czyli jako cud. Dowodów tej tezy można podać wiele, ale pomyślmy tylko o jednym: na przykład o darze widzenia otaczającej nas rzeczywistości, który umożliwia nam dostrzeganie piękna nawet w najzwyklejszych zjawiskach i przedmiotach.
Rabin Abraham Twerski mawiał: „Gdyby osobie, która w rezultacie nieuleczalnej choroby jest sparaliżowana, została złożona propozycja, że odzyska siłę swoich mięśni za cenę bardzo aktywnej działalności społecznej i charytatywnej – nie wahałaby się ani przez chwilę! Nie bierzcie umiejętności normalnego, fizycznego funkcjonowania za rzecz oczywistą. To dar, który mądry człowiek powinien umieć docenić!”.
Docenianie dobra, które znajduje się dla nas w świecie, jest moralnym obowiązkiem wobec Boga i również wobec innych ludzi – także wtedy, gdy doświadczamy trudności, gdy spotykają nas poważne kłopoty a nawet tragedie. Przecież, gdy wszystko układa się źle – mamy zawsze coś, czego nic i nikt nie jest w stanie nam odebrać: wolną wolę, a więc możliwość reagowania na wszystko, co nas spotyka, według wolnego wyboru. Okoliczności i przypadek są poza nami; reakcja na nie - zawsze należy do nas.
Żydowskie przysłowie mówi: „Jeżeli uważasz, że nie masz powodów, aby być wdzięcznym za to, co dostałeś, nie zapomnij być wdzięcznym za to, co zostało ci oszczędzone”.
Rabin Elimelech z Leżajska został zapytany pewnego razu, co powinien zrobić pobożny Żyd, gdy upada i łamie nogę, odpowiedział: „To oczywiste. Powinien dziękować za to, że nie złamał obu nóg”.
Gdy rabin Irving Lehrman był dzieckiem w biednej, wielodzietnej rodzinie w latach 20-tych XX wieku, towarzyszył swojej wiecznie zapracowanej, zagonionej matce do Nowego Jorku, aby otrzymać brachę (błogosławieństwo), od Lubawiczer Rebe, który odwiedził USA (istnieje stara, żydowska tradycja proszenia o błogosławieństwo wielkiego mędrca i pobożnego człowieka). Stali w kolejce długie godziny, aż gdy wreszcie nadeszła ich kolej, podeszli do rabina.
- Czy masz jakieś kłopoty z dziećmi? – zapytał Lubawiczer Rebe.
- Baruch Haszem (Dzięki Bogu) - nie – odpowiedziała matka rabina Lehrmana.
- A starcza pieniędzy na ich wychowanie?
- Baruch Haszem.
- A czy wszyscy w rodzinie są zdrowi?
- Baruch Haszem.
- To więc powiedz, jaką brachę chciałabyś ode mnie otrzymać – zapytał rabin.
- Col niszt farsztert weren (że to się nie popsuje).
Oto postawa, która czyniła moją matkę szczęśliwą – wspomina rabin Lehrman – sztuka doceniania tego, co jest, zamiast koncentrowania się na tym, czego nie ma.
(za rabinem Josephem Telushkinem)
poprzednia opowieść/następna opowieść


