Idea, że Szabat i świat, który ma nadejść (Olam Haba), są tym samym – jest odwieczna.
Midrasz mówi, że gdy Bóg dawał Jisraelowi Torę, rzekł:
– Moje dzieci, jeżeli przyjmiecie Torę i będziecie przestrzegać moich micwot, dam wam na zawsze, na całą wieczność, najbardziej cenną rzecz, jaką mam.
– Czym jest ten skarb, który nam dasz, jeśli będziemy posłuszni Torze? – zapytał Jisrael.
– Dam wam świat, który ma nadejść.
– Pokaż nam na tym, istniejącym już świecie, przykład Przyszłego Świata.
– Tym przykładem jest Szabat. Szabat ma smak Przyszłego Świata.
(na podstawie: Abraham Joshua Heschel, Szabat, za: Alfabet Rabbiego Akiby, Ocar Midraszim)
Gdy Franz Rosenzweig, jeden z czołowych myślicieli żydowskich XX wieku został zapytany, czy zakłada tefilin, odpowiedział: „jeszcze nie” (według: The New Encyclopedia of Judaism). W tym akurat momencie życia nie czuł się jeszcze duchowo przygotowany do wypełniania tej micwy, ale nie wierzył, że tak będzie zawsze. Odpowiadając: „jeszcze nie”, zamiast: „nie”, wykazywał swój zamiar kontynuacji rozwoju duchowego.
Rozwój duchowy – tak, jak widzi to judaizm – jest procesem. Postawa, którą dobrze charakteryzują słowa „jeszcze nie” (zamiast „nie”), jest nie tylko postawą słuszną, konieczną, ale też nieuniknioną. W przeciwieństwie do postawy: „wszystko albo – nic”.
Bo kto, jaki człowiek nie jest w każdym momencie życia na jakimś kolejnym etapie swojego własnego „jeszcze nie” w życiowej drodze do Boga i czynienia dobra?
Rozwój duchowy zakłada ze swojej definicji postęp, przemiany, osiąganie kolejnych celów, prowadzące do doskonalenia. A doskonalenie siebie – uważa judaizm – doskonali świat.
„Czy przestrzegasz Szabatu w swoim domu, całkowicie wypełniając nakaz judaizmu, aby czynić ten dzień świętym?” „Jeszcze nie całkowicie, ale już wygłaszam Kidusz (błogosławieństwo nad winem) i Birkat hamazon (dziękczynienie po posiłku) w czasie szabatowej kolacji. Potrafiliśmy także uwolnić się od uzależnienia od telewizji i Internetu. Niedługo zaczniemy dyskutować w Szabat parszę Tory”.
Postawa „jeszcze nie” zainspirowała taką wypowiedź jednego z ortodoksyjnych rabinów: „Gdy ktoś, kto jada w niekoszernej restauracji, zamawia befsztyk wołowy zamiast kotleta schabowego, ponieważ chce przestrzegać zasad koszerności, nie mogę się już z niego śmiać. Jego decyzja wynika z bardzo autentycznej potrzeby przestrzegania koszerności. Jeśli odmawia chleba z wędliną wówczas, gdy pije mleko w kawie, ponieważ »nie będziesz gotował koźlęcia w mleku jego matki«, szanuję go jeszcze bardziej. I gdy zamawia taki gatunek ryby, który ma łuski, zamiast zamawiać mięso – widzę, jak stara się uczciwie postępować według woli Boga” (Zalman Schachter w książce The Condition of Jewish Belief).
Jaki jest sens przestrzegania tych wszystkich reguł judaizmu? Jaki cel mają te wszystkie rytuały?
Ważne pytanie. Wielu religijnych Żydów nigdy go sobie nie zadaje. Często ludzie wychowani w jakiejś religii traktują większość jej wymagań jako z jednej strony konieczność („skoro jest się wierzącym, to tak trzeba”), a z drugiej strony jako niedające się wyjaśnić racjonalnie „rytuały”. Nierzadko przestrzeganie zasad, przykazań religijnych jest nawykiem, przyzwyczajeniem, daniną spłacaną odgórnemu nakazowi, bez zrozumienia celu.
Najważniejszym, głównym celem judaizmu jest kształtowanie dobrych ludzi. Natomiast najważniejszym zadaniem ludzi jest – według judaizmu – czynienie dobra („Życie zostało ci dane, abyś czynił dobro”, mawiał Kocker Rebe).
Wszystkie zasady religijnego prawa pomagają w osiągnięciu tego celu. Jednakbyłoby absurdem i naiwnością oczekiwanie, że mechaniczne wypełnianie przepisów religijnego prawa i przykazań automatycznie uczyni ludzi lepszymi. Oznaczałoby to, że prawo żydowskie ma w sobie jaką magiczną siłę. Oczywiście, tak nie jest. Prawa judaizmu tworzą system, który trzeba poznać, aby go zrozumieć. Tak jak trzeba poznać język, aby zrozumieć zapisany w nim tekst. Mechaniczne przestrzeganie praw religijnych – to jak czytanie na głostekstu w niezrozumiałym języku. Wydobywają się dźwięki, ale co z nich dla nas wynika?
Jest jeszcze druga sprawa: halacha (żydowskie prawo religijne) oznacza także „drogę” (jej źródłosłowem jest hej lamed kaf, czyli „iść”, „kroczyć”, „podróżować”). Droga ma prowadzić do celu. Droga nie jest celem samym w sobie. Halacha i postępowanie zgodne z jej regułami nie są więc celem. Judaizm i jego prawa nie istnieją po to, aby powstrzymywać ludzi przed jedzeniem wieprzowiny czy wymagać od nich niewykonywania pracy w Szabat.
Przestrzeganie Szabatu, stosowanie się do reguł koszerności – to nie są cele, ale metody osiągnięcia celu. Każde z praw judaizmu zawiera w sobie (czasem ukryte) etyczne lub prowadzące do etyki przesłanie i do tego etycznego przesłania trzeba dotrzeć, trzeba sobie z niego zdawać sprawę, aby osiągnąć cel. Przykazania są narzędziami, które daje ludziom judaizm, aby mogli zbliżać się do tego celu. „Religijny” nie oznacza wcale – w ostatecznym wymiarze – jedynie „przestrzegający przykazań”, ale oznacza „etyczny” (i tu najważniejsze są prawa relacji człowiek-człowiek) i „święty” (tu z kolei działają prawa relacji człowiek-Bóg).
Czyli odpowiedź na Pana pytanie jest taka: przestrzeganie tych wszystkich reguł ma sens, do którego trzeba dotrzeć zdobywając wiedzę. Wiedza jest tu kluczem. Przestrzeganie ich bez świadomości, czemu służą – mniej efektywnie przybliża do właściwego celu. Bez niej mogą one także sprawiać wrażenie pozbawionych wyraźnego sensu rytuałów. Jak napisał jeden z wielkich interpretatorów Tory – rabin Owadja Sforno (ok. 1470-1550): „Zgłębiając przykazania zdasz sobie sprawę, że są one doskonałe i będziesz ich przestrzegać”.