KRADZIEŻ
Kradzież traktowana jest przez żydowskie prawo religijne (halachę) bardzo rygorystycznie i jako wykroczenie absolutne, co oznacza że - jako złamanie zakazu Tory - nie ulega przedawnieniu, aż do czasu, gdy ukradziony przedmiot zostanie oddany jego właścicielowi lub do czasu, gdy zostanie wypłacona mu rekompensata za ten przedmiot.
Zakazany jest każdy rodzaj kradzieży, oczywiście niezależnie od tego, kto jest osobą okradzioną i kto jest złodziejem.
Zakazane jest także pomaganie złodziejowi w jakikolwiek sposób kradzieży lub transporcie i przechowywaniu ukradzionych przedmiotów. (Słynne porzekadło rabiniczne wini pasera za to, że złodziej jest złodziejem: "ser kradnie nie mysz, ale dziura")
Zakazane jest odnoszenie jakichkolwiek korzyści z cudzej kradzieży. Nie wolno na przykład nabywać przedmiotów, co do których mamy podstawy nawet tylko podejrzewać, że pochodzą z kradzieży (wskazywać na to mogą na przykład okoliczności sprzedaży lub podejrzanie niska cena).
Traktowane jest to tak rygorystycznie, że nie wolno nawet wymienić komuś monet na banknoty (gdy sami potrzebujemy akurat drobnych), jeśli powstaje przypuszczenie, że pochodzą one z kradzieży (byłoby to uznane za "odnoszenie korzyści" ze złodziejstwa).
Za kradzież uznane jest przywłaszczenie sobie najmniejszej nawet ilości czegokolwiek, co nie jest naszą własnością. Nie jest także istotne, czy ilość tego, co sobie przywłaszczamy, jest tak mała, że mamy pewność, iż właściciel nie miałby nic przeciwko temu, gdyby o tym wiedział.
Dobrym przykładem może być fakt, że zakaz ten dotyczy nawet użycia długopisu leżącego na czyimś biurku, którym - bez zgody właściciela - nie wolno nam niczego napisać nawet na własnym kawałku papieru.
Kradzież dopuszczalna jest tylko w dwu przypadkach:
1. Ratowanie życia własnego - i wtedy musimy zwrócić przywłaszczony przedmiot lub jego ekwiwalent pieniężny.
2. Ratowanie życia cudzego - i wtedy odpowiedzialność za rekompensatę spoczywa na ratowanym.
Oczywiście te przypadki dotyczą jedynie bezpośredniego ratowania życia.
Nie wolno na przykład napaść na bank, aby zdobyć pieniądze na operację medyczną, nawet tę - ratującą życie.
Nie wolno przywłaszczać sobie przedmiotów, mimo że możemy mieć całkowitą pewność, że ich właściciel by nam je podarował.
Nie wolno brać cudzych przedmiotów, nawet jeżeli wynika to z pomyłki kogoś innego (na przykład nie wolno przywłaszczyć sobie cudzej kurtki pomyłkowo wydanej w szatni).
Nie wolno pożyczać sobie przedmiotów bez pozwolenia właściciela.
Nie wolno robić żartów polegających na zabieraniu i ukrywaniu komuś jego własności.
Za kradzież uznaje się także przywłaszczenie sobie, bez pozwolenia, pieniędzy nawet od kogoś, kto dokładnie właśnie taka sumę jest nam winien.
Za kradzież uznane jest odebranie komuś przedmiotu, który mu się pożyczyło, przed terminem zwrotu i bez jego zgody.
Za kradzież uznawane jest także przywłaszczanie sobie dóbr niematerialnych, ale intelektualnych - na przykład przegrywanie programów komputerowych, czy filmów na DVD, aby je komuś sprzedać lub podarować.
Najważniejsza jest sprawa oddania ukradzionego przedmiotu.
Nie wolno wypłacić właścicielowi ukradzionego przedmiotu pieniędzy, jako rekompensaty, jednocześnie zatrzymując ukradziony przedmiot. Natomiast jeśli się go już nie posiada, należy zapłacić jego wartość, którą miał w momencie kradzieży, nawet jeśli później na wartości stracił.
Jeśli kradzież dokonana została wobec ludzi, których nie jesteśmy w stanie zidentyfikować (popularny przykład: sprzedawca oszukujący "na wadze" wielu anonimowych klientów), wina musi zostać spłacona wobec całej społeczności, na przykład przez wykonanie jakiejś pracy dla ogólnego dobra.
Jakie kary przewidywało prawo Tory za kradzież?
Współcześnie, w kodeksach karnych większości państw, karą za kradzież jest więzienie. Złodziej albo przestępca dokonujący napadu musi spędzić jakiś czas w więzieniu i nie jest tam wymagane od niego wykonywanie żadnej pracy. W momencie, gdy zostaje zatrzymany, osądzony i skazany, nie ma już najczęściej ukradzionych pieniędzy (lub przedmiotów) i prawowity właściciel rzadko ma możliwość odzyskania swojej własności. Po wyjściu z więzienia przestępca traktowany jest jako ktoś, kto spłacił już całkowicie swój „dług wobec społeczeństwa” i jeśli podejmuje pracę, jego dochody nie podlegają kontroli sądu. Tak więc społeczeństwo opłaca jego pobyt w więzieniu, po czym – najczęściej – nie interesuje się już sprawą. A szczególnie nie interesuje się tym, który został przez przestępcę pokrzywdzony: w większości przypadków okradziony nie ma żadnych szans na odzyskanie swojej własności ani na odszkodowanie za nią.
Zasady Tory przedstawiają tę sprawę zupełnie inaczej: głównym celem przykazań i praw dotyczących postępowania ze złodziejem jest zadośćuczynienie za wyrządzone krzywdy. Tora domaga się – przede wszystkim – aby przestępca oddał właścicielowi to, co zostało ukradzione. Jednak, oczywiście, to nie wszystko: aby uczynić kradzież zajęciem nieopłacalnym, na złodzieja nałożona zostaje kara. Jest nią nakaz dodatkowego wypłacenia ofierze 100 proc. odszkodowania. (Jeśli np. ukradziono 100 szekli – złodziej musi oddać 200). Jeżeli złodziej zdążył już wydać ukradzioną sumę, a nie ma innych źródeł dochodu – musi swoje winy odsłużyć. To odsłużenie nie może trwać dłużej niż sześć lat i ma polegać na pracy bezpośrednio dla pokrzywdzonego albo na pracy wykonywanej dla kogoś innego, kto wypłaci pokrzywdzonemu (a nie państwu czy sądowi) odszkodowanie za pracę złodzieja.
W niektórych przypadkach (dotyczących kradzieży zwierząt, których strata w warunkach rolniczej gospodarki starożytnego Izraela była szczególnie dotkliwa) kara wynosiła 500 proc. – za bydło („zapłaci pięć [sztuk] bydła za byka”) lub 400 proc. w przypadku owiec („cztery owce za owcę”) (Szemot 21, 37).
Jednak złodziej nigdy nie był karany śmiercią (jedyny wyjątek stanowiła kara za porywanie ludzi i sprzedawanie ich w niewolę) – co było codzienną praktyką prawną np. w Anglii do XVIII wieku. Złodziej nie był też poddawany okrutnym karom, nakazującym pozbawienie go ręki (co jest praktykowane w niektórych krajach do dziś).
Zasady prawne Tory dbały w pierwszej kolejności o naprawienie wyrządzonej krzywdy. Pieniężne kary nakładane na złodzieja miały – przede wszystkim – wynagrodzić dodatkowo poszkodowanego (za jego traumatyczne przeżycia wywołane kradzieżą), a – po drugie – dać nauczkę złodziejowi.
Czy to prawda, że w religijnym prawie Tory kara za kradzież była tym większa, im trudniejsze do wykrycia było to przestępstwo?
Nie dosłownie tak, ale w pewnym sensie jest to prawda. Prawo wyróżniało bowiem dwa rodzaje kradzieży. Pierwszy to kradzież jawna – złodziej (gazlan), dokonuje jej w miejscu publicznym (np. współcześnie byłaby to kradzież przedmiotu w sklepie pełnym ludzi, gdzie klienci, ochrona i kasjerki mogą go zobaczyć). Drugi rodzaj to kradzież w utajeniu – ten złodziej (ganaw) dokonuje jej ukradkiem (np. w nocy, w warunkach, gdy nikt go nie widzi. Może być to także okradanie ludzi, którzy mają do złodzieja pełne zaufanie i dlatego o nic go nie podejrzewają i nie kontrolują. Nawet nie pojawi się u nich myśl, że mógłby ich okraść).
Złodziej jawny (gazlan) myśli, że oszuka ludzi i Boga, ale nie okazuje więcej strachu przed człowiekiem niż przed Bogiem. Natomiast ganaw boi się bardziej ludzi niż Boga. Nawet więcej – Boga nie boi się wcale, bo myśli, że ciemność czy ludzkie zaufanie uczynią go i jego czyny niewidzialnymi dla Boga. Ganaw boi się wyłącznie człowieka, ale nie boi się Boga – „traktuje Go jak niewidomego i – kradnąc – myśli: Kto może mnie zobaczyć? Kto może o mnie wiedzieć?” (rabi Jochanan ben Zakaj w Talmudzie; Bawa Kama 79b). Taki rodzaj kradzieży, z oczywistych względów trudniej wykrywalny, a dający dowód, że złodziej nie szanuje Boga i obawia się tylko człowieka – był karany bardziej surowo.
|