ESEJ nagrodzony w konkursie z okazji PesachAutor: Maciej SzczukowskiW każdym pokoleniu człowiek powinien postrzegać siebie, jak gdyby to on sam wyszedł z Egiptu
..........................
Kolejny poranek, przeszywający dźwięk budzika wyrywa Cię ze znów zbyt krótkiego snu. Pierwsza myśl, od razu stres - co muszę dzisiaj zrobić, załatwić, dokąd pojechać, gdzie zdążyć ? Raptem kilka minut po otwarciu oczu już stajesz się niewolnikiem nowego dnia i swoich obowiązków, szeregu zależności. Znów ubierasz garnitur, obowiązkowy strój niewolnika swojego szefa, swojego pędzącego czasu, swojego przemęczonego organizmu.
Ten dość pesymistyczny obraz początku dnia być dla niektórych może wydawać się obcy. Ale wiem, że są ludzie, którzy tak zaczynają większość swoich dni przez kilka, kilkanaście a nawet kilkadziesiąt lat. I ci ludzie zdają sobie doskonale sprawę z tego, w jakiej są sytuacji. Wiedzą świetnie o tym, że bez względu na to jak ta sytuacja jest dla nich ciężka, zgadzają się na nią. Pytam dlaczego, czy warto ?
Podobne pytanie można by było zadać Żydom mieszkającym, pracującym, żyjącym w Egipcie przez 400 lat. Wiedzieli oni przecież doskonale jaką zajmują wśród egipskiej społeczności pozycję i jaka jest ich rola. Byli świadomi swoich zobowiązań wobec Faraona i ograniczeń, jakie zostały im narzucone przez cały okres egipskiej niewoli. A jednak w tym trwali.
Moglibyście mi teraz zarzucić, że piszę nie na temat bądź próbuję porównać czasy współczesne do tych niewspółmiernie innych czasów żydowskiej niewoli. Ale to nieprawda.
Otóż Żydzi, lud słynący przecież z ogromnego przywiązania do swojej wspólnoty, z odwagi, z umiejętności kroczenia wciąż do przodu z godnością i wiarą, nawet w najtrudniejszych momentach, pomimo świadomości swojej sytuacji także po części godzili się na nią. Nie jest bowiem łatwo zdobyć się na odwagę, gdy nie wiadomo dokładnie co nas czeka i czego możemy się spodziewać. Pewien duński filozof i teolog Soren Kierkegaard powiedział "Do tego, żeby żyć zwyczajnie, trzeba mieć wiele odwagi". Cytat ten, choć może wydawać się banalny, tak naprawdę oddaje dość dobrze to o czym staram się tutaj napisać. Nie wszyscy bowiem szukamy normalności, która być może stoi tuż za rogiem.
Co więc jest nam potrzebne do tego by ją odnaleźć? A raczej kto? Na pewno my sami. Kto inny jak nie my jesteśmy w stanie najpierw uświadomić sobie, czym jest niewolnictwo i jak uciażliwy jest brak możliwości dokonywania wolnych wyborów. Ale przede wszystkim potrzebny jest Haszem, lecz nie jako narzędzie. Niezbędna jest nasza w Niego wiara. To przecież Jego ogromna miłość do Żydów, Boskie zaufanie jakim Haszem obdarzył swoje dzieci pozwoliło uwierzyć Żydom, że wiara w Jedynego może ich zaprowadzić tam gdzie będą mogli kultywować swoje tradycje. Tam gdzie nikt im nie będzie przeszkadzał budować lepszego życia, nowego życia, z dala od nieprzyjaciół i wrogów.
I tak ! To się udało. Wszyscy wiemy, że to nie było łatwe. Wiemy, że nie wszyscy z tych, którzy opuścili Egipt ujrzeli swoją wolność. Wiemy, jak ciężka była droga, jak strome schody historii po których Żydzi musieli się wspinać. I jak uciążliwa bywa droga i teraz. Ale przecież im się udało. Czy my jesteśmy tak bardzo inni ?
Zastanawiamy się wielokrotnie nad tym, jak wielu osobom tak wiele rzeczy się nie udało. Kolega stracił pracę, ktoś z rodziny zachorował, interesy nie idą nam zbyt dobrze, ktoś zniszczył nasz samochód ... Absolutnie nie chcę nawet próbować banalizować tych problemów bo każdy ma przecież prawo do emocji i swojego przeżywania. Być może bezrobotny kolega przez pewien czas będzie potrzebował pomocy przyjaciół, być może chorujący spędzi trochę czasu w szpitalu, może konto firmy lekko się uszczupli a karoseria naszego samochodu nie będzie już tak piękna ale ...
... kilka dni temu mój dobry kolega przesłał mi e-mailem kilka zdjęć. Na jednym z nich pokazano nowy model butów sportowych, na drugim chude, zniszczone stopy w "butach" zrobionych ze zużytych, plastikowych butelek.Tuż obok pytanie: "Czy na pewno potrzebujesz najnowszego modelu butów ?" Inne zdjęcie pokazywało dziecko leżące w łóżku, wyraźnie niezadowolone z konieczności pójścia spać, a zaraz obok zdjęcie martwego, czarnoskórego chłopca, którego ciało leżało na ulicy. I znów pytanie: "Czy naprawdę nie chcesz spać w swoim łóżku ?"
Czemu więc my, stojąc rano przed lustrem, po cichu bądź głośno, narzekamy na kolejny dzień ? Przecież stoimy przed lustrem w domu, który ma dach, w którym jest ciepło i w którym za chwilę wypijemy poranną, ciepłą kawę. W domu do którego za kilka godzin wrócimy by móc w ciszy poczytać ulubioną książkę, porozmawiać z tymi, których kochamy i zasnąć w miękkiej pościeli. Przecież samo to, że się obudziliśmy to już jest sukces, to już jest nasze zwycięstwo nad małym Egiptem nocy. Nie bez powodu mówimy przecież zaraz po otwarciu oczu krótką modlitwę "Mode ani".
No tak, ale zaraz usłyszę głos, że nawołuję do ciągłej radości i optymizmu nie dając porady, jak wygrać z przeciwnościami losu. Ja wiem, one istnieją. Ja też jestem człowiekiem i też się z nimi zmagam. I sam Mosze wraz z synami Jisraela, nawet wtedy, gdy jak na dłoni widzieli potęgę i miłość Haszem, w swej Szirat Hajam śpiewa: "Powiedział wróg: Będę ścigał, dosięgnę, podzielę łup ! Nasyce moje pożądanie, wyciągnę mój miecz, moja ręka ich zniszczy !" (Szemot 15:9). Mosze, człowiek który w całej historii świata miał najlepszą i niepowtarzalną możliwość osobistego "poznania" Haszem i Jego potęgi, jest świadom tego, że wróg istniał, istnieje i istnieć będzie. Ale jednocześnie pieśń swą wyśpiewuje w momencie, o którym my czytamy ze zwoju Tory raz do roku i codziennie rano podczas porannej modlitwy. W momencie zwycięstwa.
Co więc jest w tej pieśni tak ważnego, że czytamy ją każdego dnia? Być może odpowiedź na pytanie o przeciwności losu, o sposób na nasz "prywatny" Egipt. Kilka wersów dalej po cytowanym już fragmencie czytamy: "Nie ma nikogo oprócz Ciebie, Boże !" (Szemot 15:11), "Padł na nich strach i przerażenie, wobec potęgi Twojej ogromnej siły zamilkli jak kamień" (Szemot 15:16), "Bóg będzie królował na zawsze" (Szemot 15:18). Co tym bardziej ciekawe, komentarz do Szemot 15:18 mówi, iż pomiędzy słowami "Bóg" i "będzie królował" znajduje się znak kantylacyjny zwany "psik" czyli pauza. Mając formę pionowej kreski oddziela on te dwa słowa. To ma nas nauczyć, że gdy nadejdzie czas, w którym narody powiedzą: "Haszem melech, Haszem malach, Haszem jimloch leolam waed" ("Haszem króluje, Haszem królował, Haszem będzie królował na zawsze") władza Edomu przeminie. I gdyby Żydzi w tym momencie powiedzieli od razu "Haszem króluje", żaden naród nigdy nie byłby w stanie ich pobić (komentarz do wersu Szemot 15:18 z Tory Paurdes Lauder).
Nie jestem rabinem i pewnie nigdy nim nie zostanę, ale myślę, że mogę zaryzykować stwierdzenie, że przez pojęcie "naród" możemy rozumieć znacznie więcej niż tylko pewne określone społeczeństwo. Dla mnie osobiście ten konkretny "naród" to moje zmęczenie, zły humor i nastawienie, brak chęci do przeżywania kolejnego dnia, niezadowolenie, czasami zdenerwowanie. Czyli mój mały ale uciążliwy, niewolniczy Egipt.
I w takich momentach ja chcę powiedzieć "Haszem melech". Chcę i głęboko wierzę w to, że zostanę wysłuchany. Nie sądzę, bym kiedykolwiek miał sposobności obejrzenia jak rozstępują się głębiny Jam Suf ale wiem, że dzięki tym słowom negatywne emocje czyli mój osobisty Faraon, nie będzie miał żadnej mocy i kontroli nade mną. I tego Wam wszystkim gorąco życzę. Chag Pesach Sameach.
|