nasza godula
Wtorek, 7 Luty 2012
 

Z ostatnich dni




O TOLERANCJI, IMIGRANTACH I WIELOKULTUROWOŚCI

koegzystencja.jpg
Krakowski Kazimierz.
Narożnik dwu ulic. Ich nazwy mogą stanowić symbol koegzystencji, której źródłem była tolerancja obecna w np. XVI-wiecznej Polsce.


TOLERANCJA


Jaki jest pogląd judaizmu na tolerancję?


Ludzie nie są jednakowi. W Talmudzie czytamy: „różnią się głosem, wyglądem i poglądami” (Sanhedryn 38a). Jest to sytuacja naturalna. Tolerancja jest podstawą istnienia społeczeństw. Zwłaszcza we współczesnym świecie, gdzie coraz mniej jest kultur zamkniętych, monolitycznych i uznających te same wartości. Tolerancja dla inności i dla ludzi, którzy tę inność reprezentują, jest absolutnie konieczna. Polega ona na zaniechaniu prześladowania i dyskryminowania innych za to, że nie są tacy, jak my, że wszyscy nie jesteśmy jednakowi.

Warto jednak uświadomić sobie, że tolerancja oznacza godzenie się z obecnością jakiegoś zjawiska, jakiegoś poglądu, jakichś wartości mimo braku aprobaty dla nich. Godzenie się, czyli nieprzeciwstawianie się im, ale – w dalszym ciągu – nieaprobowanie ich, a więc nieuznawanie ich za powszechną, obowiązującą ogół normę.

W ostatnich czasach następuje jednak wyraźna zmiana sensu pojęcia „tolerancja”.  Tolerancja coraz bardziej i coraz częściej jest bowiem utożsamiana z „akceptacją”. Zakresy pojęciowe tych dwu słów zaczynają się pokrywać, choć przecież „godzenie się z obecnością” nie oznacza wcale akceptacji.

Często jakieś zjawisko lub pogląd, który nie znajduje akceptacji, domaga się tolerancji wobec siebie, choć naprawdę chodzi mu o akceptację. Chce być nie tylko tolerowane, ale akceptowane.

Zmiana znaczenia słowa „tolerancja”, o której mówimy, pozwala uzyskiwać akceptację właśnie pod fałszywym hasłem „tolerancji”. Zwłaszcza że istnieje powszechny kult tolerancji jako niepodważalnej wartości i pojawia się lęk przed byciem oskarżonym o jej brak, nawet wtedy, gdy okazuje się tolerancję wobec jakiegoś zjawiska, ale nie godzi się na jego akceptację (przykładowo: polski filozof Leszek Kołakowski nazywał "przejawem karygodnej nietolerancji w drugą stronę"  żądania organizacji homoseksualistów, aby Kościół odwołał swoje nauczanie na temat homoseksualizmu, które chrześcijaństwo przejęło z Tory).

W judaizmie problem tolerancji wobec odmiennych poglądów ma odwieczną tradycję i odpowiedź na to pytanie znajduje się w Torze.

Przy tolerancji dla odmiennych ludzkich postaw, które nie powodują bezpośredniego zła i wynikają z odmienności kulturowej, istnieje zupełnie inna postawa wobec egzekwowania praw z kategorii miszpatim („osądzeń”), które mają wyraźny cel i konsekwencje społeczne (na przykład jest to zakaz morderstwa i kradzieży). Tolerancja wobec łamania tych społecznych zasad byłaby równoznaczna ze zgodą na prześladowania, tortury i inne niesprawiedliwości. Na przykład współczesna „wielokulturowość”, która miała – w idealistycznym założeniu – spełniać rolę edukacyjną i przełamywać bariery w kontaktach pomiędzy ludźmi z różnych kultur, sprowadza się często we współczesnym świecie zachodnim do tolerancji wobec zła. Gdy np. ludzie innej kultury mordują swoje córki i siostry za kontakty seksualne przed ślubem (tzw. zabójstwo honorowe), ideał fałszywej tolerancji dla „wielokulturowości” powoduje, że protesty są nieśmiałe, wyroki łagodne i morderstwa są kontynuowane.

Dlatego właśnie muszą istnieć inne reakcje na łamanie uniwersalnych zasad etycznych (których bezwzględnie trzeba bronić), a inne – na naruszanie zasad nieposiadających wymiaru uniwersalnego (właściwą postawą wobec nich jest tolerancja).

Religijni Żydzi wymagali przestrzegania 613 przykazań i zasad religijnego prawa. Jednak wymagali wyłącznie od siebie samych. Od świata zewnętrznego wobec ich wartości i przekonań oczekiwali zachowań zgodnych z podstawowym kodeksem moralnym, zawartym w Torze, a znanym pod nazwą Siedmiu Przykazań Potomków Noacha. Tu właśnie wykreślona była (i jest) granica tolerancji.

Zakazy: mordowania, kradzieży, okrucieństwa wobec wszystkich istot żywych, niemoralnych stosunków seksualnych oraz obowiązek ustanowienia instytucji dbających o przestrzeganie tych praw - stanowią ich rdzeń.

Prawa te są regułami pozwalającymi ludzkości na przetrwanie. Jeżeli zastanowimy się nad nimi, to zrozumiemy, że muszą być one podstawą istnienia każdej ludzkiej społeczności.

Żadne społeczeństwo nie może bowiem istnieć, jeżeli będzie wolno bezkarnie mordować, kraść i rabować, oraz gdy rozkładowi ulegnie ideał rodziny, którą tworzy związek kobiety i mężczyzny. Nie może istnieć społeczeństwo, które będzie niewrażliwe na ekstremalne okrucieństwo wobec innych żywych istot. Nie ma szans na przetwanie społeczność, która nie będzie rządziła się prawem i nie wytworzy instytucji, do jego egzekwowania.

Jednocześnie wszystkie te prawa nigdy nie będą przestrzegane, jeżeli - głosi judaizm - w drugim człowieku nie zobaczymy istoty stworzonej "według istoty Boga". Bóg nadaje życiu drugiego człowieka wartość, bo dla człowieka bez Boga, tylko jego własne życie może mieć znacznie i - ewentualnie, w braku zagrożenia własnego życia - życie najbliższych. Odstąpienie od tej podstawy etyki musi wcześniej lub później zaowocować np. ideą eksterminacji psychicznie chorych (III Rzesza) lub zgody na zabijanie "nieudanych" dzieci (prof. Peter Singer).

Prawa Potomków Noego są prawami naturalnymi. Jednak  najsilniejszą cechą natury pojedynczego człowieka jest jego własny egoizm, więc mimo że nieprzestrzeganie tych praw musi prowadzić - według judaizmu - do samozagłady społeczeństw, ich łamanie zaspokaja egoistyczne potrzeby ludzi (kradzież, niemoralne stosunki seksualne, morderstwo).

Normatywny, ortodoksyjny judaizm właśnie w Prawach (Przykazaniach) Potomków Noego widział i dotąd widzi granicę, za którą kończy się tolerancja.

Historycznie, w praktyce życiowej, oznaczało to, że Żydzi separowali się, na ile to było możliwe, od kultur, które naruszały swoimi zwyczajami te podstawowe, społeczne prawa.

Współcześnie sytuacja jest bardziej skomplikowana. W epoce globalizacji separacja nie jest możliwa. Jednocześnie judaizm od dawna nie jest już monolitem.

Różne zjawiska i problemy społeczne oraz etyczne, które wchodzą w zakres obszaru wykreślonego przez Prawa Potomków Noego (np. eutanazja, aborcja, małżeństwa homoseksualne - to tylko kilka przykładów budzących dziś najsilniejsze kontrowersje) napotykają więc na często odmienne reakcje poszczególnych nurtów judaizmu.

Australia.jpg
Krajowcy szykują się do walki z załogą statku kapitana Cook'a.
Australia 1770.
XIX-wieczna ilustracja.


IMIGRANCI

Czy niechęć do imigrantów jest grzechem? Czy wg. judaizmu grzechem jest bronienie swojej cywilizacji?


Judaizm nakazuje kochać i dobrze traktować "obcego". ["Waahawtem et-hager ki-gerim hejitem beerets Micrajim" "Będziecie kochać obcych, bo byliście obcymi w ziemi Egiptu" (Dewarim 10:19)]. Nakazuje właśnie dlatego, że wie, iż  w naturze człowieka leży nieufność wobec obcych, innych. Poza tym każdego człowieka należy osądzać indywidualnie i odnosi się to tak samo do imigrantów, jak i rodaków. Jednocześnie nie wolno przesądzać o człowieku na podstawie jego charakterystyk zewnętrznych, a jedynie można go oceniać po działaniach, czynach.

Historia narodu żydowskiego jest historią rodu imigrantów: "Powiedział Bóg do Awrama: idź dla siebie z twojego kraju, od twoich krewnych i z domu twojego ojca do ziemi, którą ci pokażę" (Bereszit 12:1).

Zresztą historia całej ludzkości jest historią emigracji i imigracji. Każdy naród, każda grupa etniczna przybyła kiedyś skądś i proces ten trwa od zawsze i będzie trwał wiecznie. Żydzi mają to tylko - w przeciwieństwie do innych - udokumentowane.

Obrona cywilizacji, o której Pan pisze, to obrona wartości. Każda cywilizacja, każda kultura zawsze broniła się w sposób naturalny przed zagrożeniem z zewnątrz i można powiedzieć, że ma naturalne prawo do obrony swoich zasad, zwyczajów i praw. Taki jest mechanizm funkcjonowania kultur.

Obrona wartości naszej cywilizacji, to ochrona zasady oceniania ludzi na podstawie ich czynów, tak jak nakazuje etyczny fundament naszej kultury, czyli Tora, wprowadzona - pod postacią Starego Testamentu - do chrześcijańskiej kultury Zachodu.

Jednak współczesna sekularyzacja odcina Europę od jej korzeni i kontynent ten znajduje w sobie coraz mniej siły do obrony wartości etycznych, zastępując je - z jednej strony - ruchami populistycznymi, w tym - antyimigranckimi, albo - z drugiej strony - usprawiedliwiając swoją apatię hasłami fałszywie rozumianej tolerancji.

Ideały naszej cywilizacji i kultury podlegają zagrożeniu z dwu stron.

Jakie są to strony - o tym za chwilę.

Człowiek jest istotą złożoną. To oczywisty banał, z którego nic nie wynika. Ale jednak można to rozumieć zupełnie sensownie.

Każdy człowiek składa się przecież z dwóch całkiem różnych "składników": takich, których nie wybierał i takich, które wynikają z jego decyzji.

Inaczej mówiąc: każdy z nas stanowi zbiór takich cech, na które nie ma wpływu (np. rasa, pochodzenie etniczne, narodowość, miejsce urodzenia, cechy fizyczne - nikt tych rzeczy świadomie nie wybiera), oraz z takich cech, na które ma wpływ i o których może decydować (np. postawy, wartości, które akceptuje, czyny, których dokonuje, sposób odnoszenia się do innych ludzi,).

Czy jest sprawiedliwe osadzanie kogokolwiek na podstawie tego, na co nie ma wpływu?

Oczywiście, że nie!

Nie można więc oceniać ludzi ze względu na kolor ich skóry, pochodzenie, narodowość itd.

A przecież rasizm robi to stale.

Zasadą rasizmu jest ocenianie ludzi na podstawie  ich cech naturalnych, biologicznych. Jest to czyste zło. Nie ma "dobrego rasizmu". Każdy rasizm jest złem i niesprawiedliwością.

Natomiast zupełnie inaczej wygląda ocenianie ludzi na podstawie tego, co jest rezultatem ich wyboru. Podstawowym przeświadczeniem obecnym w judaizmie jest to, że człowiek ma wolną wolę. Dlatego to, jak wybiera, może - i nawet musi - podlegać ocenie.

Czyli ocenianie innych ludzi na podstawie ich czynów - jest rzeczą dobrą i usprawiedliwioną.

Ta fundamentalna pozycja judaizmu - aby oceniać wszystkich ludzi wyłącznie na podstawie czynów, a nie na podstawie cech, na które nie mają wpływu - atakowana jest dziś z dwóch stron.

Nie z zewnątrz, nie przez imigrantów, ale z obrębu naszej własnej kultury!

Jedną atakującą stronę reprezentuje myślenie w kategoriach grupy, w kategoriach wspólnoty, kategoriach wspólnej krwi. Polega to na tym, ze "swoich" się nie krytykuje, "swoich" się nie ocenia, "swoim" się wszystko wybacza. W imię "dobra grupy" rezygnuje się z oceny etycznej.

Odwrotną strona tego samego medalu to z kolei postawa: "obcy" są gorsi, "obcy" są źli, "obcy" są przyczyną wszelkiego zła. Są to dwa oblicza  rasizmu (i nacjonalizmu). Miłość i nienawiść. Uniemożliwiające jakąkolwiek logiczną ocenę człowieka. Aforyzm hebrajski głosi: "Miłość nie widzi wad. Nienawiść nie  widzi zalet".  Wobec "swoich"  - idealizacja i fałszywa solidarność grupowa. Wobec "obcych"  - uważanie ich za gorszych od nas i generalizowanie ich cech negatywnych w postaci stereotypów.

Takie postawy są nierzadko odruchową reakcją na napływ imigrantów. Jest to także postawa reprezentowana często przez samych imigrantów, którzy trwają w kulturowej separacji.

Druga strona atakująca ideę judaizmu, aby oceniać ludzi za czyny, to współcześnie bardzo popularne usprawiedliwianie wszystkiego czynnikami zewnętrznymi. Tak jakby wolna wola nie istniała. Przestępca nie jest winien - bo miał ciężkie dzieciństwo. To, co robi, jest nie jego winą, ale rezultatem warunków ekonomicznych, albo wychowania (czyli np. środowiska, szkoły), rasizmu, dyskryminacji, albo przebytych chorób, albo genów. Człowiek zostaje w ten sposób uwolniony od wszelkiej odpowiedzialności.

Taka postawa nie uwzględnia, że ludzie, niezależnie od tego, jak trudne mogło być ich życie, w swojej absolutnej większości odróżniają dobro od zła.

Do tego dochodzi sprawa różnic kulturowych (i tu właśnie pojawia się zagadnienie imigracji!).

Różnice te ustawia się poza etyką, głosząc hasła moralnej równości kultur. Fetyszyzacja poglądu, że wszystkie kultury są  jednakowe, że nie ma lepszych i gorszych, wyższych i niższych - bierze górę nad uniwersalną etyką.

A przecież - by podać choć jeden przykład - każdy myślący w kategoriach etycznych człowiek potrafi dostrzec, że kultura, która skazuje niezamężną kobietę na chłostę (90 uderzeń biczem, Arabia Saudyjska, marzec 2007) za przebywanie sam na sam z mężczyzną, a nie karze mężczyzn, którzy dokonali na niej zbiorowego gwałtu, stoi etycznie niżej od kultury gwarantującej kobietom pełnię praw.

Jedną z form reakcji na napływ imigrantów jest wielokulturowość. Wielokulturowość jest ideologią głoszącą równy status różnych kultur. Jest słuszna, gdy przeciwstawia się dyskryminacji ludzi wyłącznie z powodu ich przynależności do innego kręgu kulturowego.

Jednak niebezpieczeństwem okazuje się tu być zjawisko towarzyszące wielokulturowości: jest nim niemoralna tolerancja dla przynależnych innym kulturom zjawisk, które są zdecydowanie niesprawiedliwe, okrutne i złe.

Tolerancja ta wynika z założenia, oczywiście fałszywego, ale stanowiącego podstawę ideową opatrznie rozumianej wielokulturowości, że wszystkie kultury są całkowicie równe, w tym także na płaszczyźnie etycznej.  W konsekwencji oznacza to często uznanie - wbrew oczywistym faktom i zdrowemu rozsądkowi - że to, co dla nas, ludzi Zachodu, byłoby co prawda okrucieństwem i źródłem cierpień, dla ludzi w innych kulturach okrucieństwem nie jest. Tolerancja, lub co najmniej obojętność wobec kulturowej odmienności przemienia się więc w tolerancję wobec zła, stanowiącego składnik tej odmienności.

Oto jeden, chyba najbardziej drastyczny przykład.

Na zasadzie wynikającej z szanowania wielokulturowości (czyli w praktyce również niestety obojętności wobec zła obecnego w innych kulturach) nie znajduje należytego potępienia w świecie zachodnim zwyczaj klitoridektomii (tzw. "obrzezania kobiet" wkraczających w wiek dojrzałości płciowej) praktykowany w wielu krajach, przede wszystkim afrykańskich.

a1.jpg
Zasięg klitoridektomii
(źródło: http://de.wikipedia.org/wiki/Bild:Frauenbeschneidungs.JPG)


Zabieg ten polega na usunięciu (amputacji), z zasady bez znieczulenia i często prymitywnymi narzędziami, łechtaczki i warg sromowych, a także niekiedy na częściowym zaszyciu pochwy.

Skala tego barbarzyńskiego zjawiska jest ogromna. Przyjmuje się, że tej formie "obrzezania" każdego roku poddaje się (a raczej jest do niego zmuszanych) około 2 milionów kobiet i dziewcząt (około 6000 dziennie). Jest to zabieg niewyobrażalnie bolesny, grożący powikłaniami i dokonywany w celu odebrania kobietom możliwości doznawania innej formy orgazmu, poza pochwowym.

Jak niemoralny jest stosunek społeczeństw zachodnich do tego kulturowego zwyczaju, świadczy fakt, że często porównuje się klitoridektomię do obrzezania mężczyzn, po to, aby pomniejszyć prawdziwy wymiar i sens tego zjawiska.

Amputacja niezwykle silnie unerwionych części ciała kobiety, przede wszystkim w celu dostosowania jej anatomii do zaspokajania seksualnych oczekiwań mężczyzny, ma być  - według tych, którzy traktują obrzezanie kobiet jako wewnętrzną sprawę innych kultur, niegodną naszej etycznej uwagi -  odpowiednikiem usunięcia słabo unerwionego i niefunkcjonalnego kawałka skóry w przypadku obrzezania mężczyzn, praktykowanego w wielu krajach Zachodu z powodów religijnych lub higienicznych. To tak, jakby amputację języka porównywać do usunięcia migdałów.

Zjawisko to, które przywołujemy tu jako jeden z wielu możliwych przykładów na niemoralne zwyczaje obcych kultur, "opatrznie rozumiana wielokulturowość" traktuje ze znacznym pobłażaniem i lekceważeniem.

Nie oznacza to wcale, że nie ma w świecie zachodnim protestów przeciwko zjawisku klitoridektomii.

Chodzi o to, że protesty te są marginalne, zdecydowanie nieskuteczne, a gdy Organizacja Narodów Zjednoczonych wydała dyrektywę przewidującą przyznanie azylu kobietom ryzykującym okaleczenia seksualne w swoim rodzinnym kraju, wówczas prawo to wprowadziły w życie jedynie cztery kraje zachodnie: Kanada, USA, Norwegia i Szwecja. Natomiast inne państwa i społeczeństwa swoją bierną postawą wyraziły po prostu obojętność wobec cierpień milionów kobiet (na świecie żyje obecnie około 130 milionów kobiet , które zostały okaleczone w ten sposób).

Szacunek do odmiennych kultur traktowany jako fetysz,  ślepy kult tolerancji bez względu na to jakiemu złu tolerancja ta umożliwia istnienie, świadczą o słabości naszej kultury i o kryzysie wartości, które w świat Zachodu wprowadziła Tora, przede wszystkim poprzez obecne w chrześcijaństwie uniwersalne zasady etyczne monoteizmu.

Ocena etyczna zastępowana jest przez  ideę tolerancji dla wszystkiego i wszystkich. A tolerancja  - jak pisaliśmy już wcześniej - utożsamiana jest z akceptacją. Tolerancja wypierając jakiekolwiek oceny moralne musi przekształcać się z kolei w akceptację zła (np. wymiar sprawiedliwości krajów zachodnich notorycznie przymyka oczy - z powodu fałszywie rozumianej tolerancji dla obcych kultur - na często okrutne traktowanie kobiet w rodzinach imigrantów). Akceptacja zła zaciera granicę podstawowych pojęć etycznych i odbiera naszej kulturze jej podstawowe narzędzie i główny cel: dążenie do sprawiedliwego społeczeństwa poprzez sprawiedliwy system prawa.

Podsumowując: wszelki rasizm jest złem; wszystkich ludzi, w tym imigrantów, należy oceniać wyłącznie według ich czynów (rasizm  - z samej swojej definicji - temu zaprzecza).

Ale oceny te powinny się odbywać według uniwersalnych zasad etycznych, wypracowanych przez naszą kulturę. Uniwersalnych, a nie "grupowych", czy "plemiennych" kryteriów dobra i zła.

Bo wypieranie się etycznych wartości uniwersalnych (wywodzących się z etycznego monoteizmu) stanowi zagrożenie dla naszej tożsamości; jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że tych własnych etycznych zasad nie uważamy już za słuszne.

Nieuchronnie spowoduje to powrót do stanu poprzedzającego ogłoszenie Tory, czyli powrót do etyki relatywnej, która może spowodować chaos etyczny i - w konsekwencji - powszechną niesprawiedliwość.

Aktualności


Nowe Projekty


Ostatnie pytania


Nowe artykuły

projekt i wykonanie by DWS
© wszystkie prawa zastrzeżone