Za kilka dni - kolejna rocznica powstania w warszawskim getcie.
Rankiem 19 kwietnia 1943 roku - w erew Pesach, czyli w przeddzień żydowskiego święta wolności - żydowscy bojownicy rozpoczęli samotną i heroiczną walkę z niemieckimi oddziałami, które przystąpiły do ostatecznej likwidacji getta w Warszawie.
Czy dla setek tysięcy ludzi zamkniętych w gettach, do końca oszukiwanych i skazanych na śmierć istniały jakiekolwiek wybory?
Tak.
Wszystkie były tragiczne i każdy z nich i tak musiał zakończyć się śmiercią.
* Pierwszy z nich symbolizuje decyzja Adama Czerniakowa - przewodniczącego warszawskiego Judenratu.
![]()
Jego wyborem było samobójstwo - wybór uznawany za heroiczny, ale poddający się łatwo zarzutowi o dezercję. Był to gest ostatecznego protestu, ale także ucieczka we własną, indywidualną śmierć przed wzięciem odpowiedzialności za społeczność, której miał przewodniczyć w drodze do totalnej zagłady. Czerniaków nie był samotny w swojej decyzji. Np. "Kronika Getta Łódzkiego" odnotowuje skrupulatnie codzienne przypadki samobójstw: ludzie skaczą z wysokich pięter, idą "na druty", aby dać się zastrzelić strażnikom, najszczęśliwsi z nich - zażywają truciznę.
* Drugą postawę - przeciwstawną wobec tej pierwszej - symbolizuje wybór Chaima Rumkowskiego, przywódcy getta w Łodzi.
Nie ucieczka przed odpowiedzialnością w geście protestu, ale wybór najobrzydliwszych, potwornych kompromisów - czyli współpraca z nazistami, która była jednocześnie tragiczną walką o ocalenie życia coraz mniejszej grupy ludzi, za cenę paktowania z diabłem i wydawania mu coraz większej liczby dzieci, chorych, starców i tych, którzy z innych względów nie nadawali się do niewolniczej pracy na potrzeby niemieckiej armii. I na końcu drogi dla Rumkowskiego też była śmierć. Tym potworniejsza, bo z poczuciem winy i całkowitej klęski. Także Rumkowski nie był samotny w swojej postawie i ostatecznym losie. Żydowskim policjantom, funkcjonariuszom Judenratów wydawało się najpierw, że ocalą swoje rodziny, a na koniec - że siebie samych. Nie uratowali nikogo i niczego. Została tylko zła pamięć.
* Postawa trzecia była postawą najbardziej powszechną: rezygnacja, bierność, apatia, w jakimś stopniu nieprzyjmowanie do wiadomości faktu, że zbiorowy wyrok na Żydów już nieodwołalnie zapadł - po prostu bezradne pogodzenie się z losem. To był wybór większości. A większość mieszkańców gett stanowili starsi, kobiety, dzieci - ludzie, dla których bierność była najbardziej naturalnym stanem. Ci ludzie nie mieli tak naprawdę żadnego wyboru.
![]()
To były trzy rodzaje postaw i trzy śmierci: śmierć jako ucieczka przed śmiercią; śmierć kolaboranta, który sądził, że może przechytrzyć zło absolutne i coś i kogoś ocalić - płacąc tak straszliwą cenę; wreszcie śmierć w rezygnacji, bez podejmowania jakiejkolwiek próby wpłynięcia na swoją sytuację.
Był jednak jeszcze jeden wybór. I jeszcze jedna śmierć.
Powstańcy w getcie warszawskim wybrali 19 kwietnia 1943 roku czwartą drogę: czynny opór. Nie samobójstwo, nie współpraca, nie bierność, ale walka. Walka w sytuacji, gdy nie można było liczyć na żadną “wygraną”, na żadne zwycięstwo. Pozostawało oczywistym, że tu także na końcu jest śmierć.
"Przecież ludzkość umówiła się, że umieranie z bronią jest piękniejsze niż bez broni. Więc podporządkowaliąmy się tej umowie. Było nas wtedy w ŻOB-ie już tylko dwustu dwudziestu. Czy to w ogóle można nazwać powstaniem? Chodziło przecież o to, żeby się nie dać zarżnąć, kiedy po nas z kolei przyszli. Chodziło tylko o wybór sposobu umierania" - mówi te pamiętne słowa Marek Edelman w "Zdążyć przed Panem Bogiem".
![]()
Piękniejsze umieranie?
"Wszystko, co nastąpiło później - co nastąpiło dziewiętnastego kwietnia 1943 roku - było przecież tęsknotą za pięknym umieraniem" - dodaje Edelman.
Czy rzeczywiście chodziło o kryteria estetyczne?
Żadna śmierć nie jest piękna w takim sensie. Oczywiste, że ta "estetyka" jest kamuflażem dla etyki: opor przeciw złu za najwyższą cenę.
Był to przecież wybór śmierci, którego składnikiem nowym i nieobecnym zupełnie w poprzednich trzech postawach był fakt, że - aby odebrać Żydom życie - po raz pierwszy Niemcy musieli narażać życie własne, że ostateczne wymordowanie resztek ludności getta było połączone z realnym ryzykiem śmierci dla oprawców.
"Edelman, widząc zbliżających się oficerów z białymi kokardami, powiedział 'Strzelaj' - i Zygmunt strzelił". "[...] czy odczuwał zakłopotanie, naruszając tak typowe dla zachodnioeuropejskiej tradycji reguły wojennego fair play.
Mówi, że nie odczuwał zakłopotania, ponieważ trzej Niemcy to byli dokładnie ci sami, co wywieźli już do Treblinki czterysta tysięcy ludzi, tyle tylko, że sobie przyczepili białe kokardy..."
Niektórzy mówią, że to była godna śmierć.
Postawa oporu jest bardziej godna - argumentują - niż postawa samobójstwa, kolaboracji lub bierności. Jej godność zawiera się w kosztach, które atakujące oddziały Stroppa musiały ponieść: nawet zaniżone straty strony niemieckiej raportowane przez Jürgena Stroopa wyniosły 16 zabitych i 85 rannych, ale inne źródła podają liczby większe. Najbliższe prawdy są zapewne łączne straty SS i policji na poziomie 300 żołnierzy i funkcjonariuszy.
Umierający Żydzi wystawili taki rachunek za swoją śmierć i Niemcy musieli go zapłacić swoim życiem. To nie było samobójstwo. To nie była decyzja obrońców Masady. To była walka.
Getto miało być "zlikwidowane". "Likwidacja" getta oznaczała wymordowanie pozostałych w nim Żydów. Żydzi jednak nie chcieli oddać swojego życia. Nim to nastąpi, chcieli odbierać je Niemcom w zgodzie z talmudyczną zasadą obrony własnej: „Gdy ktoś przychodzi cię zamordować, zabij go pierwszy” (Sanhedryn 72a). Poranny atak powstańców 19 kwietnia spowodował wycofanie się oddziałów niemieckich z getta na kilka godzin.
W tym właśnie była godność tej śmierci.
Bo godna śmierć - to śmierć, której morderca nie uzyskuje od swojej ofiary za darmo.

